Jean Paul

Description:

Imie: Jean Paule
Rasa: Człowiek
Profesja: Licencjonowany magik-kombinator-heretyk
Lat:20

Cechy

Główne WS BS S T Ag Int WP Fel
Podstawowe 35 39 32 39* 37 34* 37* 33
Rozszerzenia profesji +5 +5 +5 +10 +20 +25 +10
Wykorzystane rozszerzenia +5 +5 +10 +20 +25 +10
Obecne 35 34 32 49 47 59 67 43
  • +5T z odpornego – +5WP z Opanowany +5IQ z błyskotliwego
Pochodne A W SB TB M Mag IP FP
Podstawowe 1 12 3 3 4 0 0 0
Rozszerzenia profesji +3 +2
Wykorzystane rozszerzenia +3 +2
Obecne 1 15 3 4 4 2 0 0
Talent
(+5 WP)Opanowany (+1 W)Hardy (+5 T)Bardzo Odporny Oburęczność Magia prosta Magia powszechna
Magia sekretna Hysh, Elemental trait/
Umiejętności (podstawowe): Mam
Przeszukiwanie +
Spostrzegawczość +10
Umiejętności (zaawansowane): Mam
Wiedza o Magii +20
Czytanie/Pisanie Reikspiel +
Czytanie/Pisanie Lingua Praestantia +
Tunelowanie +10 z AA
Wykrywanie magii +20 z AA
Aethyric Attunement +

Uzbrojenie:

Nazwa Wartość Obc. Grupa Rany Zasięg Przeł Cechy Jakość
Typ Wartość Obc. Lokacja AP Jakość
Szaty – zwykły ubiór podróżnego przeciętna
Nazwa Przedmiotu Wartość Obciążenie Miejsce zdobycia Jakość
Suma 10x = _ _
Bio:

Początki

Marienburg, 23 nachexen 2524

Jean zapytany o swoją przeszłość niewiele będzie w stanie powiedzieć ponad to tym że pochodzi z Bretonni, z jednej z posiadłości w pobliżu granicy z Imperium na północ od Gisoreux.
Pytany o rodzinę powie że niewiele już pamięta, raczej nie tęskni a przez ostatnie lata wychowywał się w Akademii Artystów i Sztuk Wszelakich która leży nie opodal rzeki Ois na południu od szczytów Blade Siostry.
Po chwili milczenia doda że jest podróżującym artystą – malarzem, poetą i rzeźbiarzem który zwiedza świat,
i że w miastach sztuka obecnie jest zbyt dekadencka, związana ciasnymi kanonami religii, wypaczona gustami popsutej szlachty, a on sam szuka prawdziwego natchnienia i inspiracji do tworzenia podczas wędrówki.
Na co dzień nosi się jak syn mieszczanina, nie stroni od karczm i rozrywek, chętny do rozmów i zabawy
Czasami sięga po kawałek pergaminu na którym coś szkicuje albo studiuje opasłą księgę spisaną dziwaczną czcionką z rysunkiem dwóch błaznów na okładce. Ci którzy obserwują go dłużej spostrzegą że często przesiaduje
z zamkniętymi oczami lub ze zmarszczonymi brwiami długo wpatruje się w jakąś zwykłą rzecz lub miejsce jakby coś obserwował aby nagle sięgnąć do księgi. Czasami przez sen mamrocze słowa w niezrozumiałym języku i porusza nerwowo dłońmi z których na palcu jednej z nich ma pierścień z znakiem identycznym jak rycina na okładce księgi.

Marienburg, 4 jahrdrung 2524

Ostatnie wydarzenia zmieniły trochę zachowanie Jana. A może nie wydarzenia co znajomość i rozmowy z napotkanym jednookim starcem który pojawił się nagle znikąd ?

Zagadką pozostaje co skłonić mogło Jeana aby zadawać się z kaleką.
O czym rozmawiają i co planują ? Co było w skrzynce z metalu którą Jean przekazał starcowi w karczmie ? No i ta ręka Jeana, przypadkowo odsłonięte przedramię ukazało jak ktoś uderzał go trzcinką po przedramieniu..czyżby kara za coś.

Tymczasem starzec zachowuje się opryskliwie, wydaje polecenia głosem nie tolerującym sprzeciwu.
Na szyi nosi okrągły symbol z trudnym do rozróżnienia wzorem który oślepia gdy popatrzyć z bliska. Co by jednak nie mówić – strażnicy miejscy i kapitanowie z pobliskiej zbrojowni pozdrawiają starca mijając go na ulicy.

Tymczasem Jean wydaje się być inny, nie lubi przebywać w ciemności lub cieniu. O ile wcześniej nie przeszkadzało mu przebywanie w ciemnym kącie karczmy lub iść ulicą nieoświetloną latarniami -teraz wybiera drogę gdzie świecą pochodnie lub wybiera spacer środkiem ulicy gdy słońce wysoko. W karczmie zapala kaganek lub świecę by nie siedzieć w półmroku. Na palcu nosi nowy lśniący pierścień z dziwnego kamienia.

No i te plotki, mieszkańcy sąsiednich kamienic wciąż gadają że kilka dni temu nocą ze szczelin zatrzaśniętych okiennic jego pokoju błysnęło światło jaśniejsze niż te które czasem bije z okien wieży miejskiej gildii alchemików Marienburga. A ta cała historia o księdze którą siedząc w karczmie czytuje ? Wielkie okute srebrem tomiszcze zamykane na klucz, z zamkiem oznaczonym błyszczącym znakiem ośmioramiennego koła. Czy to prawda co do tej pory powiadają w karczmie że któregoś wieczoru na chwilę otworzył księgę w towarzystwie starca. Kaganki na ścianach zabłysły a służąca dokładająca właśnie do kominka uciekła przestraszona gdy drwa przez chwilę zapłonęły jasno jak słońce i coś uciekło do góry kominem.

…czas okaże co planuje


Wczesny poranek w Altdorfie, słońce wznoszące się ponad dachami i wieżami miasta, świadomość hysh przyciąganego do wież Kolegium, głos w głowie…nauczyciele wzywają, czas by znowu podążyć do komnat na naukę, mało czasu…Sala w kolegium, lustra i białe światło przenikające wszystko i wszystkich i kolejna księga pełna zakazów i ostrzeżeń które trzba spamiętać.

- co się stanie jeśli użyję tego zaklęcia, splatając je w taki sposób, korzystając z każdego z aspektów jaki będzie pod ręką ?

- jeśli zrobisz to w nie odpowiednim miejscu i czasie, wtedy zniszczysz zarówno wrogów jak i sprzymierzeńców, zapewne sam przy tym zginiesz w sposób jakiego byś nie chciał…jeśli jednak rujnujące potęgi chaosu pozwolą ci przeżyć …wtedy w odpowiedniej chwili odpowiesz przed jednym z Nas lub łowcami Sigmara, ponieważ tej mocy uczymy tylko na jedną chwilę, gdy wszystko będzie na ostrzu noża , nie można używać jej bezkarnie,
- a jeśli nadejdzie odpowiednia chwila i użyje zaklęcia by przechylić szale?
- jeśli zginiesz to Morr Cię przyjmie..

….
Altdorf, podziemna komnata wypełniona cieniami, wizje trupów sięgających ze ścian, umarli w balowych strojach tańczący za ścianą. Co za przeklęte miejsce, kobieta – wiedźma mówiąca coś o umowie, o jakiejś historii, uczucie grozy promieniujące od wampirzycy korci by je uciszysz, ale lepiej nie tutaj i nie teraz, Karl jest najważniejszy

….
Znowu ten przeklęty las i uczucie zagrożenia na każdym postoju. Co mi kazało dobić targu z wampirami by wejść w ten las i na tą samą ścieżkę ?
W dodatku ten cały Hans, nadal w czarnym kapeluszu i z kajdanami, wciąż wyglądający jak nasłany tajniak z przybytku Sigmara, przed którymi mnie wielokrotnie ostrzegano.
Co on właściwie osiągnie idąc z nami ? A może działa dla kogoś jeszcze nawet o tym nie wiedząc ?
Kapłan Vereny ? Co mogło spowodować że ktoś taki zgodził się służyć wampirom ? Ostatnio nie ma wieczora aby czcigodny albo nie zakłócał ciszy ostrząc nowy miecz podarowany przez wiedźmę albo nie piał swoich kantyczek o prawdzie, wierze oraz sprawiedliwości. Kapłani…trzeba mieć sporo wiary aby uznać że służba wampirom i modlitwy do Vereny są w parze. Mistrz mówił mi że tacy którzy kroczą dwoma ścieżkami żyją zazwyczaj krócej.
Dobrze ze przynajmniej krasnolud pozostał normalny czyli chętny złota i jak zwykle pijany…
Tylko że tym razem jesteśmy bliżej dróg chaosu, porażka i śmierć może być wcale nie najgorszym rozwiązaniem w porównaniu z innymi opcjami, oczywiście o ile Drakenwald pozwoli nam jeszcze raz przeżyć.

….
Kolejny dzień podróży, nocleg, ognisko i odgłosy zwierząt z lasu…rozmowa przy ognisku.
- Mówię wam że ten naszyjnik nasz słyszy i widzi, w dodatku te wszystkie rzeczy są przeklęte… każdy podarunek ma piętno zakazanej magii, jeśli odbijemy Karla i staniemy przeciw Nim, wtedy nasza broń będzie na nic.

….
Krąg z kamieni ułożony nieopodal lasu, uczucie zagrożenia. Wizja potężnej czerwonej sylwetki z mieczem ociekającym krwią, sługa Khorna nadejdzie za 6 dni.
Na Shallyi, po coż to otwieraliśmy?
Czy nie mówiono mi że im dalej na północ tym bliżej miejsc gdy wszystko będzie nas przerastać ? To chyba już ta chwila.

….

Jean Paul stał w komnacie wypełnionej światłem, zewsząd na regałach piętrzyły się księgi zawierające niezliczone sekrety mocy, pod nogami rozpościerał się dywan tkane we wzory z dalekiej lustrii, na ręce maga iskrzył sie dimentowy pierścień słusznej wagi.
Zapowiadał się kolejny udany dzień którego nic nie zakłóci.. nagle, coś rzuciło cień i przysłaniło światło , zapada nieprzenikniona ciemność z której znajomy głos wrzeszczy “Magu zrób coś !” . Jean otworzył oczy a śmierdząca zgnilizną rzeczywistość miejsca w którym przebywał uderzyła ze zdwojoną siłą, to coś co właśnie zaatakowało resztę towarzyszy obróciło się w jego stronę , w oczodołach istoty kłębiło się coś, zmysł chcący zniszczyć wszystkich i wszystko wokół, stwór przygotował sie do ataku a mag zaczął splatać zaklęcie zastanawiając się czy kapłan który tak zaciekle podąża za dzieckiem pozostaje przy zdrowych zmysłach lub czy przypadkiem nie przeszedł na strone chaosu wiodąc resztę ku zagładzie. Jaki będzie rezultat tej wyprawy i komu się przysłużymy ?

……

W komnacie zapadła cisza i opadał powoli kurz. Jean popatrzył na zalegające dookoła rozrzucone ciała, kultyści, słudzy wampirzycy i ciało Karla, dzielny rycerz z bretonni też leżał nieżywy. Chyba Pani Jeziora wezwała go do siebie. Niestety za późno by komukolwiek pomóc, smugi fioletu rozwiewały się powoli i wnikały w podłogę świątyni. Widać tak chciała Shally. Popatrzył wzrokiem na towarzyszy: Hans jak zwykle chował sie w cieniu, Krasnolud znowu opierał sie ciężko na toporze i krwawił, Rainer , hmm cały we krwi i jakimś śluzie, znowu jak widać wymierzał sprawiedliwość, tylko czemu ta sprawiedliwość znowu taka brudna i krwawa ? Znowu przypomniał sobie to co widział w sali wcześniej i znowu dopadły go nudności. Kulejąc pokuśtykał w miejsce gdzie ostatni raz widział tą którą posłano za nimi. Pochylił się i zebrał ostrożnie kolejny niepozorny stos pyłu do mieszka. “Przynajmniej po śmierci będzie z ciebie jakiś pożytek pijawko, kto wie może nawet taki jaki nie śniło się tej która cię wysłałała”, pomyślał. “Tak, to było by bardzo pouczające i na pewno byłoby świetną historią do opowiedzenia w kolegium. Tylko że niestety już tam nie wrócę” przyszło mu do głowy z nutką żalu. Wizja wieży, dostatniego życia, służących, wystawnych kolacji i prostaczków na skinienie dłoni znowu się oddaliła. Może i lepiej, przyszło mu do głowy gdy zawiązywał mieszek z prochem wampirzycy.
“Poszło z nią gładko doszedł do wniosku zważywszy że była nieumarłym, ale to chyba przez to miejsce”. Nie do końca rozumiał magię z jakiej przed chwilą skorzystał ale czuł że była bardzo silna i gdzieś tam nadal moc która bardzo kusi by użyć jej jeszcze raz a potem znowu i znowu. Jakie możliwości oferowała ? Najsilniejsze zaklęcia jakich nauczono go w kolegium przyszły na skinienie dłoni.
“Chyba przed tym nas właśnie się przestrzega” pomyślał i zamknął oczy. Nie wyobrażał sobie by bez szczegółowego wytłumaczenia tego co zrobił wpuszczono go do biblioteki kolegium światła po raz drugi. Zresztą jak uzasadniłby służbę wampirom? Karlem który nie żyje i jego dziwnym wpływem?
Pokrętne są ścieżki przeznaczenia pomyślał, zważył w dłoni cieżar mieszka i zadowolony że nadal żyje odwrócił się by pomóc krasnoludowi.

….
Powoli przewracał kartki księgi, zastanawiając sie jakim zbiegiem okoliczności trafił na nią w takim momencie, w chwili gdy na karku siedzą im stworzenia nocy. Kim jest Ibn Hazi, czy zginął w ostatniej wojnie i tak właśnie księga trafiła w to miejsce ?
Na Shallyi, z zawartością księgi miał szanse dotrzeć do gór krańca świata. Gdyby jeszcze wesprzeć się kolejnym magicznym sojusznikiem to niebezpieczna podróż na wschód zamieniła by się w spacer. Nawet jeśli wampiry już wiedzą dokąd zmierzamy – przestały by być zagrożeniem.
Ale to była bardzo niebezpieczna myśl, przyszło mu do głowy, zawsze są silniejsi i o tym chyba zapomniał poprzedni właściciel księgi, tak jak zapomnieli Carsteinovie i wysłannicy tego lorda.

A jeszcze nie tak dawno w kolegium tłumaczono mu że historia zatacza koła, jego rolą jest tylko nadać odpowiedni kierunek i pęd. Tak musi stać się w tym przypadku. Te same wampiry które jeszcze nie dawno ich ścigały, teraz przysłużyły się do zdobycia księgi, księgi która pomoże zniszczyć kolejnych zabójców. A potem z pomocą Sigmara mają szanse wyrwać się z tego i rozpocząć nowe koło losu.

Jean zapalił lampę i zaczął odcyfrowywać formułę zaklęcia z księgi. Zdawał sobie sprawę że być może ma niewiele czasu by nauczyć się nią władać.

…………………..

Postać w brudnej szacie przechadzała się po lesie w miejscu gdzie jeszcze chwilę temu stała maszyna chaosu, schylając się co chwilę by pogrzebać w ziemi kijem w poszukiwaniu czy coś watego uwagi zostało, może jakiś komponencik, lub ślad wskazujący na to czym jest ten młot, … niestety nic, za to właśnie uczynił kolejny mały krok w kierunku chaosu by pokonać chaos. Zastanawiało go dlaczego tak się dzieje skoro działał teoretycznie słusznie, chyba nie powienienem jednak studiować tych zapisków o używaniu Dhar, ostrzeżeń w manuskrypcie było kilka, a on właśnie doświadczył na swojej skórze skutków.
Tylko czy w takim razie miał dać się zabić, a młot miałby wpaść w ręce wampirowi…

Postać skończyła przechadzać się po polanie i zmierzała do obozu, więc to tak wygląda gdy za chaos złapią się krasnoludy pomyślał, mało nie pękła mi głowa od spotkania z tym czymś, chyba faktycznie ktoś pomógł mu w walce bo wcale nie czuł żeby to coś posłuchało się i zechciało odejść na rozkaz.
W imię czego ta cała walka zadał sobie pytanie , dla przywrócenia porządku i zniszczenia chaosu ? Domyślał się że takich machin , tam skąd przybywały była nieskończoność. To może w imię sławy czy bogactwa – oba akurat miał chwilowo gdzieś, pozatym mało kto w jego fachu dożywał emerytury odsyłając demony, większość znikała gdzieś w przytułkach Shallyi , gineła poprostu albo wstępowała w szergi potęg chaosu. Nagrody za demona też nie było, chyba że właśnie przed chwilą go chaos nagrodził…
No to może dla Sigmara ? Brzmiało to już chwalebniej i na pewno Rainer byłby zadowolony, tylko że wątpił by jakikolwiek kapłan Sigmara zaaprobował tą całą rzeź ludzi, zakończoną ofiarą i wezwaniem demona, zwłaszcza że wampir, jak ostatnio coraz częściej to miało miejsce – poprostu się zwiną gdy tylko poczuł że nie da rady.

Zatem to wszystko stało się chyba tylko dla przeżycia jego i towarzyszy.
Tylko że hierofanci w kolegium wcale a wcale nie brali pod uwagę takiego argumentu na korzyść oskarżonego o herezję. Pozatym nic nie był winien nikomu w grupie poza solidarnym wsparciem, wspierali się by przeżyć bo wdepneli wspólnie w to całe gówno. Dług u krasnoluda chyba już mógł uznać za spłacony po wcześniejszych walkach.

Dodając do tego że właśnie został naznaczony przez dhaar, przestał całkowicie brać pod uwagę powrót do Altdorfu czy Nuln. Chyba trzeba będzie to jakoś zamaskować. Na razie przewiązał sobie plecy kawałkiem szmaty pod koszulą bo kapłan mógłby przestać spać przy tym samym ognisku a łowca znowu zaczął by nosić kajdany.
Ktoś kiedyś w szkole mówił że jeśli będzie takich znamion więcej to Sigmar odwróci się od ciebie, Morr nie przeprowadzi na drugą stronę a droga na północ stanie otworem. W sumie nie planował żadnych podróży na północ teraz ani w przyszłości.
Ciekawe tylko skąd ta równocześnie ta druga runa, wygląda jak znak światła i co za popaprane zaklęcie mi ją wypaliło ?
Może to jakiś efekt uboczny nadużywania zaklęć bitewnych, tylko że w przypadku dnia dzisiejszego było to zupełnie usprawiedliwione, chyba że taka pewność siebie była powodem by go ukarać i stąd ta runa ? Ciekawe co ona oznacza.
Daleko na zachód stąd w stolicy starego świata, ukryci za murami kolegiów, odziani w białe szaty hierofanci zajmowali się takimi rozważaniami przez całe życie, ale tutaj chyba ważniejsze było to, że wszystko dzieje się przez ten przeklęty młot oraz wampira ukatrupionego w świątyni Nurgla. A każda kolejna błędna decyzja komplikowała tylko sytuację. Tylko jak takich decyzji uniknąć w przyszłości ?

Jean dotarł do reszty drużyny, ponownie wyczuł broń którą trzymał w rękach Thorek, silna , o wiele za silna, niechby ją zobaczył jakikolwiek kapłan a w szczególności Solkana, wtedy zaczną nas szukać nie tylko wampiry ale i łowcy – pomyślał. Pozatym siła z jaką biła dhaar z przedmitu jak nic ściągnie coś do nas w najbliższych dniach. Pytaniem było tylko czy będzie to istota z tego świata czy stwór ze spaczni.
O ile wcześniej nie uaktywni się w niej kolejny zamysł tego kto stworzył artefakt, bo w to że młot był artefktem przestał wątpić jakiś czas temu. Tak naprawdę w nieodpowiednich rękach, młot stanowił by równorzędne wyzwanie dla młota który dzierżył imperator. Nie wspominając że każda magia z jakiej chciałby ktoś skorzystać w pobliżu młota była tak ryzykowna w efektach ubocznych.
Kusiło by spróbować zniszczyć młot gdy tylko znajdzie dobre miejsce i czas, można by
wtedy upozorować śmierć wszystkich z grupy, a potem wyrwać się w własnym kierunku.
Bo podejrzewał że wschód i góry, gdzie zdążali były już całkowicie spalone. Pijawki już wiedzą że idziemy do Kisleva, tak jak wiedział ten ich cały obserwator. Poczekają sobie 5 czy 10 lat a potem znowu przyjdą, no i ciekawe kto jeszcze dostrzega drogę jaką wskazuje młot i co na nich czeka u celu ? Skoro ja ją widzę to pewnie każdy po drodze dostrzega to światło.
Nagle przypomniała mu się opowieść o tym jak chaos obracał w niwecz wszelkie starania oraz poświęcenia a na końcu i tak tryumfował Tzeentch. Wersja opowiadana w kolegium bo kapłani oczywiście twierdzili że to Sigmar zawsze wygrywał. Chyba będzie okazja by to sprawdzić na własnej skórze gdy dostarczymy młot na miejsce, o ile się uda.
Gdyby jednak chaos miał zatryumfować , to nie można by do tego dopuścić, Jean Paul, podróżnik i mag światła miał na to z góry przygotowany plan, choć wolałby nie musieć z niego korzystać.
Dotarł do obozu i zerknął na resztę, chyba nikt nie został ranny, niebywały zbieg okoliczności biorąc pod uwagę z czym właśnie walczyli. Gdyby wcześniej zdał sobie sprawę że spędzi tygodnie uciekając przez imperium, nieustannie walcząc i rozpaczliwe chwytając się każdego sposobu by zniszczyć wroga zanim on zrobi to samo.

Był tym już zmęczony, dlatego jeśli przeżyje to jeszcze tylko trochę i obiecał sobie że koniec z zabijaniem. Niech inni robią to sami, Rainer czy Thorek, niech sobie zabijają w imię swoich bogów. Hans niech bawi się w łucznika. Samoobrona oczywiście jest słuszna ale często mogli przecież uniknąć walki i rozlewu krwi, przecież kto mieczen wojuje od miecza ginie, a jedynym który tak naprawdę ostatecznie czerpał korzyść z zabicia wroga był bóg krwi. Jean powoli ruszył w kierunku reszty.


Małe podsumowanie światopoglądu JP ze strony Hansa :)

•JP: chciwy, żądny mocy, władzy i wiedzy, skłonny do dramatycznych tyrad, podejrzliwy wobec wszystkich. Zażądał od grupy opłat za rzucanie czarów, tłumacząc się wysokim ryzykiem, a jednocześnie czasami rzuca czary na lewo i prawo. Chciał obrabować groby na bagnach – wygląda, że nie ma szacunku do śmierci. Uratował mutantów przed śmiercią z rąk Thoreka. Na postojach wertuje księgę, mruczy pod nosem, czasami dziwne rzeczy robi na osobności, nie tłumaczy drużynie co robi. Poza tym, że pochodzi z Bretonii o jego przeszłości nic nie wiadomo. Rainer być może się domyśla, że JP uciekł z kraju ze względu na swoje moce magiczne. Najbardziej sceptyczny wobec zadania zleconego przez Selenę. Wydaje się nie ufać nikomu: Selenie – bo posługuje się zakazaną magią, kapłanom – bo fanatycy, towarzyszom – bo na pewno za grosz, lub z polecenia przełożonych go wydadzą na tortury i śmierć. Najchętniej by z nikim nie rozmawiał, nikomu nic nie mówił, bo wszystko może zostać wykorzystane przeciwko niemu. Nie przeszkodziło mu to wejść w bliską komitywę z naukowcem wygnanym z Nuln za nieprawomyślność. Deklaruje nienawiść wobec chaosu i nekromantów, ale podejrzanie bardzo unika kontaktów z przedstawicielami prawa i religii. Uważa, że ratowanie Imperium należy zostawić innym. Motywy pracy dla Seleny: nie do końca jasne. Kasa – owszem, ale nie tylko. Ratowanie Imperium – też nie.

Jean Paul

Tysiące Tronów Michal