Tysiące Tronów

Za Heedendorfem - Droga do Wolfenburga, 19 pflugzeit 2524 od koronacji Sigmara

Dumna północJeszcze dwa lata temu była tu dumna północ. Sztandar wilka powiewał nad każdym zamkiem a kapłani Ulryka chętnie obnosili się ze swoją wiarą i racjami. Ziemie były żyzne a lasy pełne zwierza. Istniały również nieprzebyte knieje i niedostępne góry, ale tam i tak nikt normalny nie chodził. Wszystko zmienił najazd Archaona. Najazd na Imperium, zniszczenie Wolfenburga i oblężenie Aldorfu oraz Middenheim ostatecznie przypieczętowały ogrom zniszczeń. Wojna była wygrana, ale ceną, jaką trzeba było za to zapłacić było wyniszczenie północnych krain. Zniszczone wioski nie zostały odbudowane a ziemie przemieniły się w ugory. Lasy zdziczały i zdziwaczały, przez co transport i łowiectwo ucierpiały najbardziej. Przemieszczanie było utrudnione z racji krążących jeszcze wokół wojsk wroga i niedobitków jego armii. Graf Todbringer z Middenheim robi, co może by zapanować nad swoimi ziemiami, ale jeszcze dużo wody w Reiku musi upłynąć nim to się uda.

Po wojnieDroga na północ pokazała właśnie te smutne oblicze wygranej. Wszyscy zobaczyli nędzę i głód, zniszczone miasta i wioski, płaczące dzieci i rodziców zlęknionych wizytą każdego nieznajomego. Wszędzie drożyzna, rozboje i brak zaufania do kogokolwiek. Ludzie mówią wszystko byleby pozbyć się obcych z wiosek i miasteczek. Tylko oficjalna władza jest tu tolerowana i to w dodatku spod znaku wilka, bo stolicy nikt nie poważa. Nikt nawet nie ruszy się by pomóc północy, więc dlaczego im ma zależeć na tym by imperialnym dobrze się żyło. Tak było w Delberzu, które to miasteczko przywitano po dniach w lesie jak wybawienie. Hans nie podzielał ich zachwytów, ale musiał się ugiąć wobec argumentów innych. Ze swoim wiernym Tobikiem szedł razem z innymi by znaleźć nocleg, żarcie i popytać o człowieka z trumną. Nikt specjalnie nie wiedział gdzie on jest. Padały niejasne słowa o kimś, kto kierował się na północ i wyszedł przedwczoraj czy wczoraj. Podkreślano za to jedno – im dalej na północ i wschód tym gorzej. Tam walec machiny wojennej, jaką była armia chaosu przetoczył się najwolniej. Do dziś wybuchają tam ogniska zarazy a na traktach straszą zwierzoludzie choć od wojny minął już rok. Kto przeżył wojnę i miecze chaosu ten potem poległ od chorób, much i zarazy. Okrutne to czasy nastały dla północy.
WieśniakKolejne mijane wioski wyglądały coraz gorzej. W kolejnych ostrzegano przed marszem na wschód i w kolejnych coś wspominano o starcu ze skrzynią. Jednak było to kilka dni temu, potem zmalało to do dwóch dni aż w ostatniej mieścinie wyszło, że Jan ma tylko dzień przewagi nad nimi. Byli coraz bliżej Rurhof. Pozostało przejść jeszcze parę dni w deszczu, poprzez lasy i wzgórza i Rurhof będzie w zasięgu ręki. Tak spokojnej okolicy już dawno nie widzieli. Zwierzyny mało, bo pewnie przetrzebiona przez maruderów i niedawną wojnę, traperów na szlaku mało a zwykłych podróżnych jeszcze mniej. Mówiono coś o jakimś możnym z Kisleva, który wypytywał się o Rurhof, ale nikt go nie kojarzył. W drużynie również. Za to kolejne wzgórza pokonywali pewnie i nawet deszcz nie przeszkadzał. Noce były chłodne, ale spokojne. Niedawna potyczka z orkami odeszła w niepamięć, choć resztki goryczy zostały.
Dzień mijał za dniem i można było pomyśleć, że tropy i ścieżka będzie prosta do samej wioski. Trupy na poboczu brutalnie przywróciły rzeczywistość do normalności. Wyglądali na traperów, którzy dopiero co ruszyli na łowy. Nie mieli przy sobie skór ani pełnych sakw. Ciała nosiły ślady walki i rany zadane dużą bronią sieczną. Wyglądało na to, że nie chcieli dać się żywcem, ale przeciwnik wygrał. Przecinka w lesie zrobiona przez wygranych była jeszcze świeża i można było podjąć trop. Były trzy ofiary. Dwa ciała leżały przy drodze a trzecie zostało zabrane przez napastników. To właśnie ten trop był taki wyraźny w lesie.
KrągHans z Tobikiem podjął wyzwanie i zapadł w las by wytropić tych, którzy napadli na traperów. Wiedział, że było ich kilku i że nie byli ludźmi. Głębokie ślady kopyt wskazywały niestety na zwierzoludzi. Miejsce występowania też by odpowiadało tym bardziej, że od Delberza ostrzegano ich o wzmożonej aktywności bestii. Trop był wyraźny i nie starano się go ani maskować ani zmienić przez ostrożny chód. Po kwadransie już wszystko było wiadomo i Hans mógł wrócić do reszty i zdać relację z tego, co widział.
Faktycznie byli to zwierzoludzie. Trzech z nich siedziało sobie na polanie z pagórkiem na którym ustawione były kamienie. Nietypowe kamienie, bo wyglądały jak kamienie ze świątyń Dawnej Wiary ustawione w krąg. Bestie nic sobie z nich nie robili tylko stali i posilali się ostatnim z biednych traperów. Dalsze działania były szybkie a decyzje stanowcze. Bestie musiały zapłacić za to co uczyniły. I za zbezczeszczanie miejsca, które może i nie jest wyjątkowe, ale ktoś umieścił tu krąg. Dawna Wiara nie jest popularna i jej kapłani odeszli już dawno temu jednak święte miejsca znane z czasów ich świetności można znaleźć jeszcze po lasach Imperium.
Ostrożne podejście pod polanę udało się mimo klęcia i klekotu dochodzącego od krasnoluda. ZwierzoczłekPierwsza salwa strzał i bełtów spadła na nic nie spodziewających się zwierzoczłeków. Jeden z nich padł z wyciem, wierzgnął kopytami i zdechł w trawie. Reszta ukryła się za kamieniami i cicho porykiwała. Nie mieli żadnej broni dalekiego zasięgu i to było decydujące w ataku Rainera i Thoreka na dwójkę chowającą się za menhirami. Szarża dwójki wojowników uderzyła na bestie. Jak się okazało był jeszcze jeden potwór, który wyskoczył zza pagórka i pobiegł w stronę lasu. Hans wypuścił za nim strzałę, ale nie udało się dosięgnąć uciekającego na pełnej szybkości chyżego zwierzoczłeka. Reszta zaś padła pod ciosami młota i miecza oraz świetlistych strzał Jeana Paula. Trzy trupy, tajemniczy kamienny krąg i uciekinier w lesie – bilans potyczki był akceptowalny.
Drużyna od razu przygotowała się na to, że ktoś przybędzie z odsieczą. Siedzący w tym miejscu nieprzyjaciele najwyraźniej na coś czekali lub czegoś pilnowali. Hans przyjrzał się bliżej temu miejscu. Oczywiste od razu uderzyło w oczy – w miejscu jednego z kamieni ziała dziura, przez którą można było swobodnie wejść bez schylania. Kamień ten był tu z całą pewnością, bo ślady jego wleczenia było widać aż do samej ściany lasu. Ktoś niedawno pożyczył go sobie i najwyraźniej stojący tu zwierzoludzie pilnowali tej dziury właśnie. Hans kontynuował badanie tropów, podczas gdy mag i kapłan zanurzyli się w odkryty korytarz. Thorek oddał mocz nieopodal kamieni i odpoczywał na trawce popijając piwo.
Dzwi i podziemiaNa dole pachniało ziemią i jeszcze czymś ulotnym. Mag widział spowijające wszystko zielone kłęby wiatru magii, które doprowadziły pod same stalowe drzwi. Na górze miały herb na tarczy w postaci skrzyżowanego krzyża oraz miecza. Na framudze wypisane były słowa „pugeo” oraz „crux” zaś na środku były dwa rzędy kwadratowych pokręteł z nacięciami w kształcie krzyża. Drzwi oczywiście nie dały się otworzyć normalnie. Pozostało kombinowanie…
Słowa zapisane w klasycznym znaczyły „miecz” i „krzyż”, zatem trzeba było ustawić pokrętła w taki sposób by nacięcia na nich ułożyły się albo w krzyż albo w miecz. Na rezultat nie trzeba było długo czekać. Stalowe wrota otworzyły się a zza nich buchnął odór rozkładu, zapach kurzu i pleśni oraz wilgoć. Mag dostrzegł również kłębiący się wszędzie dhar, który teraz swobodnie uwalniał się i ulatywał w górę. Po zielonej magii nie został nawet ślad. Ciarki przeszły po plecach magowi. Coś się nie zgadzało i czuł, że popełnili błąd otwierając te drzwi.
Demon KhorneZa drzwiami była niewielka ziemna komnata z piaskowym podłożem. W niej stało 5 krzyżaków z drewna, na których rozciągnięte były szkielety. Ułożone zostały w krąg, niemal identyczny jak ten na górze. Zbieżność układów oraz precyzja a także rodzaj zastosowanej magii nie były przypadkowe. Mag miał świadomość, że już gdzieś o tym słyszał, ale teraz nie mógł sobie tego przypomnieć. Pozostało odwołać się do magii i medytacji. Może ona coś podpowie.
Minuty mijały. Hans podszedł pod ścianę lasu i ruszył dalej ścieżką wydeptaną przez kopyta i wydartą ciągniętym kamieniem. Thorek przyglądał się wszystkiemu wokół zaś Rainer chodził między kamieniami i przyglądał się dziwnym symbolom wyrytym na ich bokach. Dla maga zaś nadchodziła godzina prawdy. Wspomnienia napływały i myśli układały się powoli w jedną, przerażającą całość. To był rytuał. Bardzo stary rytuał. Miał pętać demona, którego obecność w naszym świecie była obrazą dla bogów. Postanowiono go spętać i zamknąć pod pieczęcią z mocy by nikt i nic nie naruszyło spokoju tego miejsca. Najwyraźniej bestiom z lasu potrzebny był jeden z kamieni i przez przypadek odkryto pomieszczenie pod kopcem. Otwarcie drzwi równało się złamaniu pieczęci i wypuszczeniem demona na wolność. Teraz ma tydzień na pojawienie się i czynienie tego, do czego demon Khorne jest zdolny, czyli masakry, rzezi i zniszczenia. Powstrzymać go można tylko poprzez zamknięcie kręgu na wzgórzu. To się dokona, gdy będzie on kompletny i padnie na niego światło księżyca. Gdy wszystko stało na swoim miejscu to drzwi broniły dostępu do tego miejsca a krąg wraz z księżycem dodatkowo to zabezpieczał. Teraz drzwi już nie działają a krąg pozostał Wydeptana ścieżka w lesieniekompletny. Mag otarł pot z czoła i poszedł reszcie oznajmić, że jest problem.
Hans wrócił z krótkiego rekonesansu, Thorek ponudził się przy koniach a Rainer skończył oglądanie kamieni. Zebranie wszystkiego do kupy nie zabrało dużo czasu, ale nie było to pocieszające. Nieświadomie obudzili demona i teraz, zdaniem kapłana, trzeba było to naprawić. Reszta wolała zostawić sprawy swojemu biegowi o po prostu odejść. Demon miał kilka dni a za te kilka dni ich by tu już nie było.
Takie myślenie może by i było sensowne, ale Jean Paul przypomniał sobie jeszcze jedną rzecz. Demon mógł podążyć za czynnikiem, który go uwolnił. Stał się niejako jego powodem obecności na świecie i przy nim nie musiał być niestabilny. Mógł wszystko. I znajdował precyzyjnie swoje ofiary.
Wiatr zawiał od lasu niosąc zapach żywicy oraz dziewanny. Grupka stojąca przy dziurze w ziemi nie była szczęśliwa i trzeba było coś szybko zrobić by zmienić ten stan rzeczy.

Comments

MarcinRauf

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.