Tysiące Tronów

Utterchorh, 3 sigmarzeit 2524 od koronacji Sigmara

Utterchorh- Panie… – człowiek z chustą na szyi przekręcił w ręku rysik i postukał nim w trzymany zwój pergaminu zawieszając głos – … Jakow. Proszę mnie poprawić, jeśli coś przekręcę. Jedyni nieznajomi, jacy trafili do miasteczka to przyjezdny kupiec i grupka ludzi z północy. Czy tak?
Człowiek zwany Jakowem przytaknął wolno głową. Odziany skromnie, ze spodniami na szelkach, wyglądał na drwala. Potężne dłonie i szerokie ramiona nie zostawiały wątpliwości, że w operowaniu siekierą nie ma sobie równych.
- Kupiec stanął ze swoim straganem na rynku i nie opuszcza go od kilku dni. Nieznajomi pokręcili się po miasteczku, byli w okolicznych lasach i wczoraj ruszyli na południe. Zgadza się?
Znów Jakow kiwnął głową. Patrzył na postawnego człowieka z rysikiem i czuł respekt. Nie taki jak do Kitela, kapłana Ulryka, czy do Gideona – kapłana Sigmara, ale taki prawdziwy, którego nie trzeba podkreślać symbolami czy gładką gadką.

- Odwiedzili świątynie, kowala, kupców i zajazd. Nie wiadomo, czy byli u miejscowej babki zielarki, ale to się sprawdzi. Czy jeszcze było coś, co szczególnie rzucało się w oczy? Coś niecodziennego? – człowiek w chuście spojrzał na prostego drwala i wiedział, że nic więcej się nie dowie. Takie małe społeczności są bardzo otwarte i zarazem bardzo konserwatywne. Tutaj można zobaczyć dużo, ale brak jest możliwości wyrażania tego, co jest niecodzienne. Miał już kontakt z takimi miejscami na północy i na zachodzie. Jak Imperium długie i szerokie, pewne rzeczy się nie zmieniają.
- Nie panie. Nic więcej. Ci nieznajomi, com ich widział, to byli cali dziwni. Ten kupiec, to panie sam możesz zobaczyć, bo jego wóz stoi podle starego Grafa.
Drwal- Dziękuję dobry człowieku. Możesz iść.
Otto von Ducht skrobnął coś na pergaminie, posypał go piaskiem i zwinął ciasno wkładając w metalową tubę. Lubił porządek i drobiazgi. Do nich przykładał największą wagę bo wiedział, że w nich jest zawarta największa siła. Nie na darmo był pierwszym śledczym na służbie Imperium i nie na darmo był właśnie tutaj. Wszelkie tropy prowadziły gdzieś tutaj tylko trzeba było je złapać. Od prawie dwóch lat jest na tropie kradzieży cennych przedmiotów ze świątyni Vereny. Podczas ostatniego epizodu wojny doszło do „zaboru” części mienia z repozytoriów Vereny, które to mienie nie wróciło na swoje miejsce. Przejrzenie dokumentów i stanów magazynowych stwierdziło tylko to, że przedmioty te zostały zniszczone podczas działań wojennych albo zaginęły podczas wycofywania się wrogich jednostek. Nie sposób było dojść gdzie, kto i kiedy. Panował wtedy taki bałagan, że nawet sam Imperator nie ogarniał wszystkich spraw związanych z przywracaniem kraju do życia. Przedmioty przepadły i wszyscy się z tym pogodzili, ale nie przełożony Jorung ze świątyni Vereny. Wiedział co to były za przedmioty i nie wierzył, że one tak po prostu zostały zniszczone. A Walki w Middenheimprzynajmniej nie wszystkie. Smaczku sprawie dodaje fakt, że zostały one „zajęte” przez armię wampirów, które to ostatnim śmiałym atakiem prowadzonym przez Carsteina przechyliły szale zwycięstwa nad wojskami Chaosu i przyczyniły się do pokonania Archaona. Edykt cesarski pozwolił wrócić wampirzym wojskom do Sylvanii bez niepokojów w podzięce za pomoc. O jawnych aktach przyjaźni nie mogło być mowy i pewnie nigdy nie będzie, ale podczas tych kilku miesięcy wampiry o dziwo walczyły po stronie Imperium. Dla Otto wszystko miało drugie dno i w takim postępowaniu widział wyrachowanie krwiopijców, którzy takim czynem zapewnili sobie zasoby krwi na przyszłość. Gdyby Chaos wdarł się do Imperium ich egzystencja byłaby zagrożona dość poważnie. Pomagając ludziom pomagali sobie i chyba światłym ludziom na górze było to równie jasne co dla von Duchta.
O zwrot mienia do świątyni nikt nie zabiegał i wystarczył protokół zniszczenia i zaginięcia. Egzekwowanie czegokolwiek od wampirów było niemożliwością więc większość ludzi machnęła na to ręką wliczając te przedmioty do ceny za uratowanie Imperium. I dla niektórych była to cena, za którą warto było to zrobić. Jednak dla przełożonego Jorunga nie było to takie proste. Niektóre przedmioty faktycznie można było poświęcić, ale trzy z nich były nadzwyczaj cenne i ich strata jest niepowetowana. Z kilku rozmów jakie Otto przeprowadził z kapłanem wynikało, że przedmioty te nie są przydatne dla kogokolwiek z kapłanów czy zwykłych ludzi, ale w innych, nieodpowiednich rękach, mogą stanowić zagrożenie i to nawet bardzo, ale to bardzo, poważne. Oficjalnymi kanałami nic nie dało się wskórać. Dyplomacja wampirów blokowała wszystko a oficjalnie wystawione papiery były nie do podważenia. Stało się więc jasne, że trzeba działać innymi kanałami. I właśnie od tego był Otto. Działał na specjalnych prawach i odpowiadał przed samym Cesarzem. Mógł mieć wszystko i wszystkich, których potrzebował. Miał być skuteczny i tą skuteczność egzekwował na każdym kroku. Podlegały mu wszelkie służby imperialne oraz liczne koneksje, których dorobił się podczas swojego życia oraz kariery w Kolegium. Był Łowcą, magiem i cholernie pedantycznym śledczym, którego przeklinają wszyscy od Reikdorfu po Sylwanię, którzy mieli z nim kontakt. Nie lubił obnosić się ze swoimi uprawnieniami i korzystał z kilku pomniejszych przywilejów do których Sztorm Chaosumiał prawo i które zwykle wystarczyły by dostać to, co chce. Z innych korzystał w szczególnych przypadkach. A tutaj, wśród prostych drwali, słowo łowcy jest święte. I to mu odpowiadało.
Rozejrzał się po miasteczku. Skaza wojenna była w nim widoczna aż za bardzo. Szrama ze spaczenia w postaci przeoranego pasa ziemi drgała w powietrzu oplątana zielonym wiatrem magii. Łowca wiedział, że niewielu może to dostrzec i całe szczęście, bo widok ten nie był przyjemny. Okolica była bardzo ciężko doświadczona przez ostatnie działania wojenne. Zniszczone wioski, rozbite miasta i setki ludzi bez dachu nad głową. To wszystko sprzyja rozwojowi agentur zła, Chaosu i dorobkiewiczów. Trzeba to rozróżnić i widzieć bo bez tego łatwo o pomyłkę. Zbyt dużo pomyłek się zdarzało i zbyt dużo pomyłek widział po drodze. Szubienice i spalone wsie to niezbyt dobra wizytówka dla takich działań. Tutaj na szczęście ludzie nauczyli się żyć z blizną. Nikt się nie zbliżał, nikt nie rzucał czarów a miejscowy kapłan Sigmara dbał by krąg ochronny wokół działa nie został naruszony. Pozornie wszystko było w porządku. Jednak to nie miasteczko było celem śledczego. To trop, który podjął jeszcze miesiąc temu w Altdorfie. Gdy dostał informacje od swoich informatorów, że widziano jeden z przedmiotów, który znalazł się na krótkiej liście przełożonego Jorunga. Przesłuchanie świadków, kilka magicznych badań i stało się jasne, że przedmiot faktycznie był w Altdorfie i został z niego wyprowadzony. Kilka faktów z tym związanych należało powiązać i niepokojące konotacje powoli wypływały na światło dzienne.
Podstawą były wampiry. Miał na nich oko. Od początku tego roku ich aktywność wzrosła do tej porównywalnej z czasów wojny. Przemieszczanie się krwiopijców, transakcje, zaginięcia ludzi i napięcia wewnątrz klanów. To nie mogło pozostać bez echa przez dłuższy czas. Była szansa, że przedmioty wypłyną bo mogły być użyte w celu destabilizacji kraju. Jednak nic z tego się nie zdarzyło. Otto był jednak cierpliwy. I dokładny. Inni by odpuścili, ale nie on. Obserwacja się opłaciła. Wraz z dziwnym epizodem związanym z rzekomo nowym wcieleniem Sigmara do miasta przybyła grupa ludzi. Część z nich dziwnym trafem trzymała się blisko wampirów. Nie robili nic złego ani niezgodnego z prawem. Dopiero po ich wyjeździe udało zebrać się kilka obserwacji do kupy i coś ustalić. Jako grupa działająca razem mieli dość niecodzienny skład bo kapłan, mag i łowca w jednej kompanii i to z krasnoludem jest już podejrzane. Możliwe, że działali z ramienia Imperium w ramach tej dziwnej Krucjaty i mieli jakieś ważne zadanie do spełnienia. Otto sprawdził to i nic takiego nie było w archiwach odpowiednich służb. To kolejna dziwna rzecz. Im więcej śledczy Odwieczny wrógstarał się dowiedzieć, tym więcej dziwnych faktów zostało ujawnionych. Sprawa mogła być poważna, szczególnie że związane to było z wampirami. Stały się one podrażnione i podekscytowane. Tego nie notowano już bardzo dawno. Jak wyjaśniał mu Jorung – jeszcze chyba nigdy w historii ludzi. Zatem coś się działo i w jakiś sposób ci ludzie i krasnolud byli z tym związani. Śledczy chciał ich przepytać i dowiedzieć się, o co chodzi. Bo to, że może to zagrozić Imperium, było dla niego jasne od samego początku.
Na rynku było pusto. Mężczyźni pracowali w lesie przy wyrębie a kobiety zajmowały się domem i dziećmi. Pozostali tylko chorzy lub niesprawni, którzy siedzieli pod ścianami lub przed domami wygrzewając się na słońcu. Płaska świątynia Sigmara witała otwartymi drzwiami, strzelisty budynek domu Ulryka straszył kamiennym wilkiem a nieopodal łopotały flagi na wozach należących do „Świata Cudowności” Montiego. Otto uśmiechnął się pod nosem patrząc na zgrabnie ustawiony czworobok i kręcących się wokół pracowników obwoźnego sklepu. Podszedł do głównego wozu i oparł się o ladę. Monty bez pytania wyciągnął spod lady kufel piwa i postawił przed Łowcą.
- Jak zawsze zimne – powiedział Otto i upił łyka.
- Jak zawsze na miejscu – odpowiedział Monty, którego południowych rysów nie mógł zamaskować zarost ani ubieranie się na imperialną modłę.
- Taka praca, sam wiesz.
- Wiem. Dobrze, że jesteś.
- Musiałem. Dostałem wiadomość od ciebie – Otto znów upił trochę piwa. – Trop urywał się w Delberzu, ale na szczęście w lokalnej świątyni znalazł się jakiś kowal, który widział poszukiwanych bliżej Wolfenburga. Potwierdził, że młot jest z nimi. Mówił coś o zarazie, kultystach Nurgla i działaniach zwierzoludzi. Miał też papiery do świątyni, gdzie wskazywano na miejsce, którym trzeba się zająć bo może być zagrożeniem dla ludzi i regionu. Papiery przekazali poszukiwani. To mi wystarczyło. Skąd wiedziałeś, że młot ruszył w tą stronę?
- Mam nosa. W zasadzie nie ja, ale moi ludzie. Obserwowali ludzi z krucjaty i wyjścia z miasta. Krucjata ruszyła pod Wolfenburg i nasi ludzie również, choć inną drogą. Musieli jechać traktem bo mieli konie. Przez las nie mieli szans przejechać. Dwie karawany, które zjechały z Middenheim widziały podróżnych opisywanych przez nas. Zatem musieli trafić do Delberza. Ja ruszyłem za krucjatą a tobie przekazałem namiar na Delberz. Raczej nie mogli się prześlizgnąć choć mogli wykręcić numer.
- To by się pokrywało z aktywnością wampirów. Jeden większy oddział operował w tych okolicach. Ale tego nie mogłeś wiedzieć. Ja się dowiedziałem dopiero w Delberzu.
Monty podrapał się po głowie.
Wóz Monty'ego- Wampiry to problem, ale zdaje się, że nasi poszukiwani również się ich obawiają. Jak to się ma do twoich teorii?
- Nie pasuje. Choć podejrzewałem to od początku. Nikt, kto choć trochę myśli, nie pchałby się we współpracę dobrowolnie. Ale że mają młot to mnie dziwi.
- Chciałem go odkupić, ale cholernie się przy nim uparli. Inne rzeczy odkupiłem bez problemu. Od razu je rozpoznałem, ale robiłem dobrą minę przy identyfikacji – sprzedawca uśmiechnął się i parsknął. – Ich mag miał i pewnie nadal ma wobec mnie podejrzenia. Twierdził, że mam tu demona czy coś.
- A nie masz? – szelmowskie spojrzenie Otto wwiercało się w miejsce w ciemnym kącie wozu. Monty machnął ręką jakby odganiał muchę.
- Zostawmy to. Wiesz, że mam na to licencję. A wracając do sprawy, to mają księgę i bicz. Wiesz, to, co zalegało ostatnio w Nuln. Może oni znajdą na to zastosowanie. Dzięki informacji od ciebie, że ich mag to mag światła, więc nie było problemu. Łyknął to od razu. Na jego miejscu też bym tak zrobił. Księga mu się przyda a razem z biczem tworzą komplet. Mają też ten pergamin, co nie wiedzieliśmy co z nim zrobić. Nie przyda się nam, ale dla nich może coś pomoże. Nadal nie wiadomo w jakim jest języku ani co ostatecznie może robić. Coś mi się wydaje, że chyba nieźle im pomogliśmy.
- I o to chodzi Monty. Choć szkoda, że młota nie udało się dostać. Nie wiesz, jak wygląda?
- Dymi. Lodem.
- Niedobrze. Czyli młot już się zogniskował – Otto przejechał palcem po drewnianej ladzie. Mokry ślad palca wykreślił ciemną linię pomiędzy słojami. – Nie zostało wiele czasu. Jak się oni trzymają?
- Wyglądają dobrze, ale są po przejściach. Dałem im wina – może tam znajdą pomoc.
- Agwańskiego? Księżycówki?
- Tego samego.
- Był z nimi kapłan. Myślisz, że skorzysta?
- Tak. Jestem tego pewien. Pewnie krasnolud też skorzysta bo młota starał się nie tracić z oczu.
Śledczy dopił piwo. Klepnął się w uda, poprawił kapelusz na głowie i chustę na szyi.
- Na mnie czas. Pochodzę jeszcze wokół i sprawdzę, co dalej. Ty już spadaj stąd. Wiesz, gdzie masz być. Jak najdalej stąd.
- Jasne, Otto. Jutro, z samego rana ruszam. Wieści przekażę. Zdziwią się tam u nas, jak im powiem, że poszukiwani są jednak po naszej stronie.
- Tego nie powiedziałem, ale wszystko na to wskazuje.
- Skoro Otto, as śledczy tak mówi, to znaczy, że tak jest. Czy kiedykolwiek się pomyliłeś?
As spojrzał krzywo na Monty’ego i potarł nieznacznie szyję przykrytą chustą. Nie odezwał się, tylko dotknął palcami ronda kapelusza i lekko się ukłonił. Potem odszedł wolnym krokiem w stronę świątyni. Sprzedawca wodził za nim wzrokiem po czym zamknął wóz, zawołał Laszlo i nakazał zwijać kram. Zamierzał zastosować się do zaleceń Otto bo jeszcze nie zdarzyło się, by były na wyrost.
Tymczasem śledczy zajrzał do świątyni Sigmara. Ciemne wnętrze rozświetlone jedynie kilkoma pochodniami pachniało żywicą i kopciem. Przy posągu bóstwa leżało całe mnóstwo drobnych przedmiotów – od medalików po łańcuszki i noże – ozdabiając podnóżek pierwszego cesarza Imperium. Kapłan pojawił się z mroku jak tylko śledczy podszedł do posągu.
- Czym świątynia Sigmara może pomóc? – głos kapłana nie wskazywał na zbytnie przejęcie gościem.
- Jestem Otto von Ducht, łowca na służbie imperialnej.
Gideon- Witam w takim razie w moich skromnych progach – śledczy patrząc na wystrój świątyni wątpił w tą skromność, ale wiedział, jakie zadanie ma kapłan.
- Przyszedłem by dowiedzieć się czegoś o gościach, którzy niedawno gościli w miasteczku. Wiem, że przychodzili tutaj i widzieli działo w lesie. Czy coś szczególnego rzucało się w oczy w ich zachowaniu lub wyglądzie?
- Usiądźmy – Gideon wskazał ławę i usiadł na niej pierwszy. Otto zajął miejsce obok i zaczął patrzeć na rozmówcę starając się zaobserwować mimikę oraz ruchy ciała. Wiele z nich można wyczytać.
- Przyszli do mnie pytając o to, co działo się w tym miejscu. Interesowali się działem w lesie i tym, czy można znaleźć tu medyka. Ofiarowali kilka przedmiotów dla świątyni, które przeznaczyłem na utrzymanie kręgu. Najwyraźniej chcieli się ich pozbyć. Jakiś pierścionek, łuk … takie tam zwykłe rzecz – kapłan opowiadał o tym swobodnie i bez zająknięcia.
- Chcieli ofiarować młot? – Otto przeszedł do sedna.
- Tak. Nawet poświęciłem go dla kręgu.
- Co?? I co się stało? – zdziwienie wyrwało się z ust śledczego bezwolnie i instynktownie.
- Uderzyłem w drzewo z kręgu, jak zawsze. Młot wcześniej dymił jakby się palił a po uderzeniu Działo w lesieprzygasł. A potem pokrył się lodem. Biło od niego chłodem jak od bryły lodu. Krasnolud zabrał młot, zarzucił na plecy i tyle. Odeszli i już nie wracali w to miejsce.
Otto poświęcił chwilę na przemyślenie. Jego umysł lubił takie zabawy i czasami niemal słyszał jak tryby przestawiają się i zazębiają z kolejnymi dowodami. Układanka zaczyna się składać i widać coraz więcej z tego, co jest porozbijane. Młot dymił jakby się palił a potem zamienił się w bryłę lodu. Kapłan wspominał, że młot się ogniskuje. Monty wspomniał o lodzie więc założył, że młot już się zogniskował. Nie wiedział tylko, że stało się to teraz. Najwidoczniej młot przekroczył granicę ognia i trzeba było go rozładować. Najwyraźniej uderzenie w drzewo kręgu umożliwiło to i młot zmienił się. Skoro stał się chłodny to znaczy…
- Czy ktoś z nich zachowywał się dziwnie po tym zdarzeniu? Czy mag nie wyglądał nieswojo?
- Tak… – kapłan zamyślił się – chyba faktycznie jeden z nich pobladł i wpatrywał się w coś w lesie, na wschodzie. Odczułem emanację magii, która najwyraźniej miała miejsce podczas uświęcenia kręgu. Widziałem…na niebie kręgi, które przesuwały się na wschód. Najwyraźniej pochodziły od młota i wkrótce potem zanikły.
- To by się zgadzało – łowca wyjął pergamin i coś na nim zapisał. – Coś jeszcze?
- Nie, to wszystko. Już do mnie nie wrócili jak tylko młot znów trafił w ich ręce. Chcieli poinformować kogoś o tym dziale w lesie bo myśleli, że nie jest one pod opieką. Pytali się o świątynię Vereny.
- Dobrze. To wszystko – kapelusz wylądował na głowie Otto. Skłonił się i wyszedł na słońce. Wizyta przydała się bo wiedział, że ogniskowanie stało się tutaj i że grupa najwyraźniej miała coś z wampirami, ale niekoniecznie współpracowała. Ciągle szukali kontaktu, tylko jakoś nic nie mogło się przebić do władz. Aż dziwne, że ten kowal w Delberzu sam zgłosił się do świątyni. Najwyraźniej coś musiało stać się pod Wolfenburgiem, że zmieniło to otoczenie grupy lub jej status.
Do świątyni Ulryka daleko nie było. Niechętnie tu wchodził, bo miał w pamięci swoje doświadczenia z kapłanami i nie należały do przyjemnych. Kapłan Kitel niespecjalnie odbiegał od wyobrażenia śledczego. Zobaczył go na drewnianej ławce jak podnosił niewielkie ciężary w obu rękach z zadziwiającą regularnością. Sam lubił ćwiczenia, ale dla kapłana w takim miejscu to już trochę przesada. Chyba, że coś tu było na rzeczy. Już dawno nauczył się, że nic nie dzieje się ot tak sobie i często pod pozornie bezsensownymi działaniami kryją się całkiem sensowne motywy.
Kitel- Witaj bracie – zaczął śledczy i nie umknęło mu zdziwione spojrzenie kapłana.
- Witaj … nieznajomy – Kitel odłożył obciążniki i założył koszulę na spocony tors. – Chyba nie widziałem cię tu wcześniej.
- I dobrze, bo dopiero dziś przybyłem. Szukam pewnych ludzi, którzy odwiedzili ciebie parę dni temu. Nowi tutaj, dość charakterystycznie ubrani. Pamiętasz ich może?
Człowiek wytarł ręce w szmatę i łypnął spod oka na Otto.
- Tak, byli. Chcieli sprzedać tarczę z symbolem wilka. Moja świątynia nie jest bogata i nie mam czym zapłacić więc odmówiłem. Nie zgodzili się oddać jej jako wota.
- Coś jeszcze chcieli? Mówili coś, co mogło ci się wydać dziwne?
- Nie. Pytali się, gdzie mogą jeszcze sprzedać przedmioty magiczne. I czy jest tu ktoś, kto zna się na leczeniu. Najwyraźniej im się spieszyło.
Śledczy zanotował to wszystko, pożegnał kapłana i wyszedł na rynek. Kolejne elementy układanki spasowały się ze sobą. Spieszyło się im. Pewnie mieli na karku wampiry, bo przecież o nim nie mogli wiedzieć. Byli w kiepskiej kondycji i jeden z nich miał poważne rany. Łowca musiał odwiedzić kogoś, kto im pomógł w leczeniu inaczej nadal będzie miał tylko podejrzenia. W zajeździe znalazł potrzebne informacje o babci zielarce żyjącej w lesie. Jak się pospieszy to przed zmrokiem będzie u niej i późno w nocy wróci do miasta. Warto było zaryzykować bo wiedza stawała się powoli towarem na miarę złota.
Dotarcie do leśnej chatki starej zielarki zajęło parę godzin. Otto, zlany potem ale zadowolony, zastukał w drzwi pięścią i czekał na reakcję. Otworzyła mu potwornie brudna istota z włosami pozlepianymi w strąki i najwyraźniej bez większości zębów. W środku widział gliniane słoje pełnie dziwnych maści i przybite do ściany pęki ziół.
- Dobra kobieto. Opatrywałaś ostatnio jakiegoś obcego. Pamiętasz może?
- Kochaniutki, tak był tu krasnal z ludźmi.
- I to on był ranny? Co mu było?
- Rozharatana noga. Wyglądało to na cięcie i pogryzienie. Paskudna rana, która nie zagoiła się, potem znów się otworzyła i teraz znowu była rozwalona. Przyłożyłam krwawnik, kozłka i trochę jadu. Powinno się zagoić o ile nie będzie przesadzać z chodzeniem i ruszaniem się.
- Mówiłaś o pogryzieniu. Od zwierzęcia?
Babcia zielarka- Nie, to były ludzkie zęby. I ślady gnilnego rozkładu. Już zaczynało śmierdzieć. I zębów wilka.
- Dziękuję za to i dobrej nocy życzę – Otto z radością wyszedł na zewnątrz.
- Kochaniutki, jeszcze jedno. Bardzo się interesowali starym kręgiem, który jest podle ścieżki przy wejściu do lasu – lekko skrzeczący głos babci ucichł.
- Sprawdzę to. I dziękuję za pamięć. Niech bogowie ci sprzyjają.
Śledczy ruszył ścieżką w stronę domniemanego kręgu ciągle myśląc. Wampiry, ludzie i przedmioty. Kotłowało się to w jego głowie jak koło młyńskie na Reiku. Grupa walczyła z wampirami lub ich pomiotem. Ślady wskazywały na ghoule, wilki i rany cięte. Sporo musieli przejść jeśli takie rany dostali. Mieli broń na wampiry zatem musieli jakiegoś zabić. Może nawet mieli coś po nich… Trzeba sprawdzić u Monty’ego czy nie opchnęli mu jakiegoś proszku. A teraz krag.
Stary i zarośnięty krąg kamieni tkwił w trawie i ledwo go było widać zza drzew. Otto widywał już takie kręgi w Drakwaldzie i bardzo je sobie cenił bo wiedział, że mógł tu odpocząć i nic nie miało do niego dostępu. Oczywiście o ile nie rozpalał ogniska. Skoro podejrzani tu przyszli, to znaczy, że też znali tą właściwość. Możliwe, że mając rannego, chcieli tu odpocząć lub przynajmniej się zregenerować. Jednak ten krąg nie dawał takich możliwości. Był stary i już cała magia z niego wyciekła. Coś tam tliło się pod darnią, ale to za mało by mogło pomóc. Pewnie dlatego odeszli. Tryby znów zaskoczyły. To wiedza o kręgach. Mag mógł to znać, ale pewnie znali to z doświadczenia niż z ksiąg. A to znaczy, że przechodzili przez Drakwald. Teraz ledwo o niego zahaczyli czyli musieli być tam wcześniej. Jedyne „wcześniej” jakie mogło istnieć w ich wypadku to przybycie do Altdorfu. Jeśli byli związani z rzekomym wcieleniem Sigmara to znaczy, że przyszli z Marienburga. By dostać się z północy do Altdorfu trzeba przejść przez Drakwald. Pochodzą z Marienburga i ktoś tam musi ich znać. Mag ma pewnie nauczyciela, kapłan swoją rodzimą świątynię a łowca gildię. Śledczy zanotował sobie by powiadomić Monty`ego i by posłał swoich chłopaków by to sprawdzili. Jeśli ci ludzie mieli na pieńku z wampirami, to pochodziło to z dalekiej północy. Usiadł na pieńku, wyciągnął pergamin i zaczął coś na nim pisać.
Gdzieś na południu zagrzmiało. W powietrzu nie było jednak wilgoci i nic na nocnym niebie nie sugerowało by zbierała się burza. Otto wydłużył krok by dotrzeć do miasteczka jeszcze zanim Morrslieb wzejdzie w całej okazałości. Zabrało mu to kilka godzin odmierzanych pewnie w Nuln na wieżycy ratusza przez krasnoludzki zegar. Zielonkawa poświata wokół rowu stworzonego przez działo spaczenia pulsowała w rytm wiejących wiatrów magii. Wszyscy spali lub udawali, że spali. Łowca bez skrępowania podszedł do wozów i zastukał w jeden z nich kilka razy w swoim tempie. Trochę zabrało zanim z wozu wynurzyła się głowa południowca i powietrze przecięło zaspane westchnienie:
- Otto! Na Ranalda! Nie możesz spać czy co?
miasteczko nocą- Monty, słuchaj, to ważne. Jutro wyjeżdżasz i muszę mieć pewność, że będziesz wiózł ze sobą wiedzę, którą chcę przekazać innym. Dobrze?
- Dawaj. Choć nie mogę obiecać czy zapamiętam, bo trochę śpiący jestem – w głosie kupca nie było czuć by był śpiący.
- Zanim jednak ci powiem, powiedz, czy ci ludzie mieli na handel prochy? Prochy wampirów?
- Tak. Dwa albo trzy mieszki.
- Zabezpiecz je najlepiej jak umiesz. To tylko potwierdza, że oni są po naszej stronie. Grają w coś, co może ich zabić, ale najwyraźniej albo nie mieli wyjścia albo zabrnęli tak głęboko, że wycofanie się nie wchodzi w grę. Nie wiem, czy coś możemy pomóc, ale przynajmniej nie będziemy przeszkadzać. Niech nasi odwołają drużynę. Pamiętaj, hasło do tej operacji to „Gilza Tyt”, zapamiętasz? To ważne, bo inaczej możemy im naprawdę zaszkodzić. Masz też pergamin, który dostarczysz dla Inkwizytora Theoma Jertza – Otto podał Monty`emu blaszany pojemnik z pergaminem. – To wszystko. Zabieraj się z rana i ruszaj do Delberza starą drogą. Potem do Altdorfu. Uważaj na siebie, nie zatrzymuj się i chroń tyły. Dasz radę?
- Zawsze to robię. W mojej branży albo jest się dobrym albo umiera. Pamiętam o tym. Zawsze.
- Dobrze. Teraz idź spać i do zobaczenia w „Templariuszu”. Stawiam ci piwo, jak przyjadę do stolicy.
- Dobranoc – rzucił kupiec i schował się w wozie. Śledczy wrócił do zajazdu i zasnął w spokoju.

Comments

I mag łykną to :) (Jak pelikan cegłę :P)

 

Kawaleria ruszyła naszym śladem – no, ale my pędzimy na złamanie karku na wschód. Ciekawe kto pierwszy nas dogoni? Łowca, czy krwiopijcy?

 

“To tylko potwierdza, że oni są po naszej stronie. Grają w coś, co może ich zabić, ale najwyraźniej albo nie mieli wyjścia albo zabrnęli tak głęboko, że wycofanie się nie wchodzi w grę.” To może potwierdzać, że łowcy odrazu nas nie spalą :P

 

niezła historia,

my nic nie wiemy o zamiarach łowców i jak przypadkiem nas dogonią to będzie bitwa.

Przyczym ja stawiam na pierwsze pojawienie się jakiegoś MOCNEGO Wampira. Młot go ruszy pewnie…potem znowu przyjdzie ten konstrukt.

Jakiś patent jak uniknąć użycia młota. Może niech go Rainer niesie ?

 

Przecież mam bron, a tą noszę na plecach, więc o co ci chodzi? Ja już powiedziałem nie będe używać młota, chyba że będzie tego wymagać chwila i będzie to bardzo, bardzo ostateczna chwila.

 

jak ocenisz że trzeba użyć młota ?

ten młot Cię " wypala". daj go komuś na czas walki.

 

Dlaczego ma być bitwa z łowcami? Współpracowaliśmy już z łowcami, z jednym nawet niedawno – pomógł nam przecież.

Jeżeli koleś machnie glejtem imperialnym, to bitwy być nie musi.

 

Teraz pytanie do MG, czy ktokolwiek z drużyny wytrzymał by chłodek bijący od młota?.

“ten młot Cię " wypala". daj go komuś na czas walki." Trochę to śmiesze z ust kogoś, kogo trochę wypaliło ostatnio :P.

Ludzie to słaba i podatna rasa na korupcję, a my krasnoludy dajemy radę te co przeszły na stronę zła były słabe i tyle. Jeżeli którykolwiek z was da radę nieść to pogadamy o tym.

 

Tego nie wiadomo. Póki się nie spróbuje póty nie będzie wiadomo.

 

Rafał – oby nie, ale jeśli nie przeczytałbyś tutaj co się dzieje to co byś zrobił jak pojawi się na drodze grupa takich co najpierw pętają w kajdany bez udzielania wyjaśnień a potem pytają ? Rozkazy dostali jakie dostali a czy ktoś je odwoła albo zobaczysz glejt ? Zadecyduje przypadek. Obym się mylił.

Shadi – ja akurat nie zmutowałem a właśnie chodzi o to że na koniec nam zmutujesz albo oszalejesz tudzież implodujesz :) . To tak jak w kamieniach zagłady.

No chyba że uznałeś że jesteś Wybrańcem jak Rainer i cie cos ochroni ? To chyba nie tak. Jak zmutujesz to młot przejmuje chaos np. Tzeenth i każe ci go użyć np. otworzyć stabilną bramę do spaczni albo coś uwolnić np. bardzo silnego wroga albo calą armie chaosu. Zastanów się do czego ten młot stworzono – niekoniecznie jest tylko bronia, ale raczej kluczem do uwolnienia czegoś lub zniszczenia jakiejś rzeczy którą zapewnia stabilność starego świata. Nie zdziwię się jak okaże się że za nami pójdzie za moment jakiś elfi mag, kowal runow, kapłani chaosu, overboss wampirów, ktoś ze skaivenblight i zabawa z młotem zrobi się znaczniejsza niż ratowanie karla. Młot jest obecnie mocniejszy niż młot Sigmara i nie wiemy co on zrobi po zoogniskowaniu.

Dlatego jak chcesz go donieść to może weź to pod uwagę ? Tak czy siak ja ostrzegałem.

Druga sprawa że przez młot każda kolejna walka jest na granicy losowania nowej grupy. Ja nie moge rzucać bezpiecznie zaklęcia a młot wzywa demony.

Co wtedy jak złapiesz za młot bo Coś ci każe?
Bo np. spotkamy elfy albo krasnoludy i młot się wścieknie ? Ma przecież swoją wolę i możemy się na tym przejechać. Uderzy np. w kogoś z nas ?
Skoro kłopotem jest lód to proponuje:

Młot do skrzyni na kłódke.
Zapieczętować.
Związać linami.
Jak znajdę jakieś zaklęcie to rzuce na skrzynie.
Rainer całość pieczęci pobłogosławi a Thorek będzie dalej niósł.

 

Łowcy: gdybym nie przeczytał tego co tutaj, to zachowałbym się tak jak zachowaliśmy się kiedy ostatnio spotkaliśmy łowcę. Z rezerwą, ostrożnie, ale bez “huzia na Józia”. Oczywiście, zależy jak by do nas podeszli. Jeśli zaczynaliby od kajdan, to nie daliby wyboru, byłaby rzeź. Jeśli by zaczęli od “w imię Cesarza, złóżcie broń”, to by była gadka dlaczego itp. Oczywiście, biorąc pod uwagę Twoje świeże dokonania bodypainting and tattoo ;) masz prawo być nieufny. Ale pamiętaj, że Hans nie ma nic przeciwko łowcom (nawet jeśli miał), a i Rainer, chociaż nie zgadza się w wielu sprawach z łowcami, rozumie że jesteśmy po tej samej stronie. No i drużyna nie wie o Twoich znamionach.

Młot: sprawa jest prosta. Jeśli mam zginąć, to wolę, żeby Thorek użył młota. Wtedy jest szansa, że przeżyjemy, chociaż jest ryzyko, że demon znowu przyjdzie. Jeżeli zginiemy, bo młota nie użyjemy, to ktoś inny ten młot weźmie i zacznie używać – być może bez szlachetnych intencji zniszczenia go. Postawmy twardą granicę: Thorek używa młota tylko przeciw wampirom.

 

barzdo mi sie podoba opowosc, co do lowcow… trzeba byc ostroznym i bazowac na doswiadczeniu z przeszlosci mam na mysli o Marienburgu a wampiry juz nieraz wykazaly sie kreatywnoscia tyle w tej sprawie.
Mlot: Rafal, jak Thorek zacznie go uzywac to on wpadnie w berserkera i zacznie lupac szystkich wrogow tak jak bylo ostatnio w tym mlocie tkwi cos podobnego jak w pierscieniu on bedzie wypaczal swojego wlasciciela, tutaj posluchal bym sie speca trzymac mlot na dystans dopuki wiecej informacji nie otrzymamy.

 

jeśli chodzi o wampiry to za te 10-15 dni opanuje księgę
i młot będzie wtedy przeszkadzał w walce z wampirami . Doslownie to bedzie kolidować mi z tą księgą oslabiając moją magię.
Stąd mam kolejny argument by młot rozładować a nie ładować bardziej . Może spróbować na postoju samemu lub po opanowaniu księgi – młot jednak rozładować nieco ?

Bo chyba najwiekszy kłopot teraz to skutki uboczne użycia młota.

Marcin – młot nadal jest jak “pool of dhaar” w dłoni Thoreka czy tez się rozładował ?

 

Nie rozładował się. Raczej się nadal ładuje.

 

coś mi świta co i jak oraz dlaczego i kiedy się z tym młotem stanie ? Czy to może będzie takie samo bum czy mocniejsze ? Pojawi się demon czy transformacja młota ? Czy np. umiem wywnioskować że ostatni demon to była jedna z cech młota zaplanowana przez twórcę a którą motywował w walce Thorek czy przypadek ?

no i najważniejsze : czy młot staje się powoli bramą dla chaosu /czy bedą nam sie zlatywać samoistnie ?/oraz czy Torek go umie sam odrzucić jak zechce ?

 

Napiszę to jako bardzo zły (w sensie umiejętności :) ) MG – nic nie wiesz, przedmiot jest obiektem przygody i w jej trakcie ujawni się tożsamość i możliwości młota. Nie da się o nim nic dowiedzieć bo nie ma o tym zapisków. Chyba że coś znajdziecie :)

 

to oczywiste i nie umieram się ale biorąc pod uwagę że nasze postaci coś już wiedzą i znają to może jakieś obserwacje i wnioski są ?

 

Tylko takie, jakie sam wysnujesz na podstawie obserwacji. Jak pisałem – nie było wcześniej wzmianki o tym młocie ani nic co by mogło pomóc bardziej. Może, jak już coś zacznie robić, co będzie rozpoznawalne, to na coś będzie można wpaść. Obecnie tylko obserwacja i własna intuicja.

MarcinRauf

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.