Tysiące Tronów

Mroczne Krainy, zachodnia rubież, 8 sigmarzeit 2524 od koronacji Sigmara

Mroczne KrainyHans prowadził. Nie podobało mu się tu, ale i tak było o niebo lepiej niż w mieście. Wreszcie miał tropy, miał dzicz i umiał się w tym wszystkim orientować. Dla zwiadowcy nie ma lepszej rzeczy niż obcowanie z naturą w jej naturalnym środowisku. Źle, że to środowisko nie było do końca normalne i bezpieczne, ale przynajmniej było. Pamiętał Altdorf i nie chciał więcej powtórzyć tego doświadczenia.
Wejście do zigguratu było przed nimi. Kamienny pierwszy stopień miał prawie sześć metrów wysokości i aby wejść na niego, trzeba było sobie wykuć w skale kilka schodów i wspiąć się. Samo wejście nie było zamknięte drzwiami czy innymi takimi rzeczami. Takie swobodne wejście miało swoją cenę – magia promieniowała z wąskiego, kamiennego pasma wokół całego wejścia. Natura tej magii do końca nie była jasna, ale mogła w jakiś sposób znaczyć ciało albo i nawet duszę. Nikt nie chciał nosić na sobie znamion z tych terenów. Thorek przywalił z młota w to pasmo, które posypało się kamiennym pyłem i kamykami na całej szerokości. Magia zniknęła i można było bezpiecznie wejść do środka. Ziggurat
Wnętrze budowli to jedna wielka komora, która czyniła z samego zigguratu pustą wydmuszkę. Potężne puste przestrzenie w zasięgu wzroku i światła wypełnione były suchym powietrzem i zapachem piasku. Magiczne doznania wskazywały na wiele źródeł magii rozsianych wszędzie wokół, także nad nimi. Tak, jakby niektóre z nich wisiały w powietrzu. To było niepokojące, bo wskazywało na iluzję lub manipulację ich postrzegania bez żadnego ostrzeżenia. Swobodnie dotarli do centrum zigguratu by dotrzeć do studni. Nie było wokół niej żadnej barierki i ktoś nieuważny mógł wpaść do niej bez żadnego ostrzeżenia. W dole była tylko czerń i mrok. Także magiczny.
Dla Thoreka nie było tutaj tak pusto. Jak się dostatecznie silnie skupił, to widział ściany, korytarze i schody. Młot dawał mu taką możliwość i powodował, że pokazywał prawdziwe wnętrze piramidy. Widział więc jak reszta chodzi między ścianami, wpada na schody nic sobie nie robiąc i przechodzi przez najgrubsze drzwi jak duchy. Udał się nawet na rekonesans chodząc wokół i wchodząc po schodach. Inni widzieli, że chodzi w powietrzu i nie rozumieli tego. Podejrzewano, że wejście tutaj z magicznym znacznikiem u progu mogło dawać możliwość postrzegania wnętrza. Jednak wiedza o tym ostatecznie zniknęła i teraz jedynie krasnolud mógł widzieć to, co widzieli inni z wizji Rainera.
Podczas rekonesansu Thorek natknął się na kamiennego lwa, którego zabił młotem, na pułapki, skorpiony, wyskakujące ze ściany ostrza i strzałki. Do tego napotkał też magię, która zaklęta w jednej z kul zaczęła wysysać z niego wolę i siłę. Zapuszczanie się w korytarze w pojedynkę mogło powalić nawet jego i czuł, że młot długo nie byłby w stanie go bronić. Zdołał przynieść jedynie jeden pierścień, który zabrał stróżującemu w jego pobliżu lwu. Emanował niebieskim blaskiem i miał w sobie dość silną magię. Był też dowodem na to, że ściany i poziomy istniały tylko inni nie mogli tego dostrzec.
Dziura w skaleByli w zigguracie, wiedzieli co tu się stało i mieli młot. Pozostało zrobić tylko jedno – zniszczyć go. Jednak wizja komnaty z dziesięcioma słupami wstrzymywała wszelkie inne działania. W wizji nie było powiedziane, że jest ona w tym samym miejscu, co ziggurat. Jednak taka możliwość istniała. Wtedy trzeba do wrzucenia młota do dziury podejść ostrożnie. Thorek czuł rozterki i wiedział, że nadszedł czas na wypicie wina i prośba o radę. Obiecano mu, żeby nie wracał, jeśli nie zrobi, co trzeba, ale był w kropce i za wszelką cenę chciał wiedzieć, co robić. Nawet, jeśli miałby zginąć.
Wizja była krótka i bardzo bolesna. Oczywiście spotkał w niej Grimnira. Jednak w porównaniu do poprzedniej bóg był poraniony i zmęczony. Rzucił się na Thoreka i wiele nie powiedział poza wysyczeniem mu w twarz: „Na co jeszcze czekasz głupcze, rzuć go wreszcie”. Po czym oddalił się w ciemność a na horyzoncie było widać ognie, błyski i trwającą w oddali walkę.
Nie pozostało nic innego jak wrzucenie młota do ciemnej dziury. Spadał powoli niknąc w ciemności. Zapadła cisza, w której powoli rodził się pomruk bestii. Bestii z dołu, z samych czeluści ziemi. Instynkt, który nie opuścił nikogo od początku tej przygody, podpowiadał natychmiastową ucieczkę. Zebrali co mogli swojego i pędem ruszyli do wyjścia. Ciepłe powietrze owionęło ich twarze, ale nie zatrzymywali się. Tym bardziej, że ziemia zaczęła drżeć a powietrze wypełnił zapach siarki. Coś nadchodziło spod ziemi i lepiej być jak najdalej złowieszczej budowli.
WybuchWydawało się wszystkim, że są daleko, gdy potężna eksplozja wstrząsnęła powietrzem. Utrzymali się na nogach, ale poczuli potworną moc uwolnioną za ich plecami. Widzieli jak ziggurat pęka zamieniając się w wulkan, który pluł lawą, kamieniami i czarnym dymem wprost w granatowe niebo. Pył zasnuł słońce a kamienie zaczęły spadać wokół jak świeży grad. Płonące szczątki zigguratu i krople ognistej lawy znaczyły żużlową pustynię wokół czarnymi, dymiącymi punktami. Jeśli coś mogło przetrwać to piekło, to lepiej tego nie dotykać. W głowie Jeana Paula zrodziła się myśl o zawróceniu i sprawdzeniu, czy czegoś nie uda się odzyskać z tej pożogi, ale ujrzenie płonących zgliszcz nie zostawiło wątpliwości co do zawartości piasku i resztek.
Znów, jak już kilka razy wcześniej, przed drużyną otwierała się droga i wiele możliwości. Jednak trzeba było najpierw przeżyć, by móc cieszyć się wolnością i korzystać z życia. Nie było wampirów, ale te ziemie skutecznie mogły wypełnić tą lukę i sprawić, że wampiry będą miłym wspomnieniem.

Żagle solidnej kupieckiej kogi wydymały się na wietrze pchając statek wprost na przyjazną redę erengardzkiego portu. Załoga sprawnie zaczęła redukować ich ilość by wytracić prędkość i łagodnie Erengardprzybić do nabrzeża. Kapitan – człowiek głową łysą jak kolano – patrzył na zbliżające się zabudowania portowe i dziękował Mannanowi, że udało się szczęśliwie dotrzeć aż tutaj. Morze Szponów nie jest miejscem lubianym przez żeglarzy. I to nie tylko dlatego, że tutaj warunki dyktuje okrutna natura, ale obecność Norski i ich drapieżnych drakkarów. Wiedział też, że zapłata czeka na niego i będzie ona całkiem pokaźna. Kurs taki jak ten to nic szczególnego, choć prawdę powiedziawszy, kapitan nie zamierzał odwiedzać Kisleva przez najbliższe kilka lat. Przekonał go dopiero mieszek złota i drugi, który dostanie jak dopłynie na miejsce. Trochę się boczył na pasażera, ale złoto jest złoto. A wiadomo, że baba na pokładzie przynosi pecha.
Kapitan musiał przyznać, że ładna jest. Dziewczyna, bo to ona była pasażerką, nie rzucała się w oczy dla nikogo. Za dnia nie pojawiała się na pokładzie i jedynie wieczorami lub w nocy patrzyła tęsknie na zachód. Wraz z nią podróżowało dwoje ludzi i solidnej wielkości dwie skrzynie. Nie dali się dotknąć do żadnej z nich, co akurat kapitana nie martwiło. Jego ludzie nie są tragarzami tylko żeglarzami i nie będą niańczyć nikogo. To, że zapłaciło się za kurs, to nie znaczy, że kupiło się cały statek i załogę. Cieszył się, że pasażerka nie wtrącała się w nic, co dotyczy kursu. Miał swobodę działania i korzystał z niej ile mógł. Liczyło się tylko to, by dotrzeć do Szykowanie na pokładzieErengardu.
- Zielona flaga! Zielona flaga! – okrzyk z bocianiego gniazda wpadł na pokład i dotarł do uszu kapitana.
- Ruszać się! Zwijać grota! – kapitan ponaglił załogę, ale wiedział, że i tak wszystko chodzi tak, jak trzeba. Im nie trzeba było przypominać co robić. Taką załogę wychował sobie po kilku sztormach i przygodach nie tylko na Morzu Szponów.
Z kabiny pasażerskiej wyszła dziewczyna w zielonym płaszczu. Płynnie weszła na górę pokładu i stanęła obok kapitana. Kaptur na głowie zakrywał częściowo jej twarz, ale i nie zabrał piękna, które emanowało z całej postaci.
- Pani, wpływamy do Erengardu – powiedział kapitan patrząc przez lunetę na kislevski port.
- Dobrze kapitanie. Cieszę się, że udało się dotrzeć – jej głos był niski, ale zmysłowy i drapieżny. – Jak tylko staniemy w porcie dostaniesz swoją zapłatę. Dobrze się spisałeś i jestem bardzo zadowolona.
- Pływanie z panią to prawdziwa przyjemność – skłamał kapitan, ale dla klienta robi się wszystko. Odłożył lunetę i spojrzał na pasażerkę. Wyglądała ładnie i z całą pewnością była majętna. Wisiorek w kształcie pająka na jej szyi nie zostawiał wiele miejsca na wyobrażenie o złocie, za to dekolt jak najbardziej o tym, co jest pod suknią.
Patrzyli w milczeniu jak statek zawija do portu. Cumy zostały rzucone, statek zakotwiczony i można było powiedzieć, że stoi się na ziemi. Trap został spuszczony i pierwsze towary zostały wynoszone z ładowni. Kapitan zaznaczył, by nie ruszać skrzyń należących do pasażerów – sami się o nie zatroszczą. Sakiewka złota mile ciążyła mu w kieszeni a ulotny zapach po dziewczynie mile drażnił nozdrza. Widział, jak dwóch ludzi znosi po kolei pokaźne skrzynie i układa je na nabrzeżu. Klientka stała zaś nieopodal i patrzyła na to wszystko obojętnym wzrokiem. Wypełnił swoją misję i nie wtrącał się w sprawy, które nie należały do niego. Jednak samotna dziewczyna z takim bagażem nie jest czymś normalnym. Nie zamierzał jednak w tym się grzebać. Pogonił ludzi by szybciej rozładowali towar. Dostaną więcej wolnego na wieczór. Kapitan wrócił na kajuty przejrzeć mapy i podliczyć zyski z tego kursu. Trzeba było kupić nowe żagle.

KsiężycKsiężyc przebił się srebrną poświatą przez splątaną gęstwinę drzew. Xavier siedział w kręgu i czekał na magię. Kontakt już został nawiązany i pojawienie się Pana skończyło się kilkugodzinnym bólem i wiciem się w boleściach w leśnym dukcie. Wszystko toczyło się niemal tak, jak to zostało przewidziane. Doniesienia astrologów nie były precyzyjne, bo skupili się oni nie na tym co trzeba. Jednak dla Xaviera wszystko układało się w całość, bo wiedział, co nadchodzi. Gdy padł twarzą w mech a ból rozrywał mu każdą kość w ciele, wiedział już, że nadchodzi Pan. Czekał teraz aż odezwie się do niego, do swojego jedynego lojalnego sługi, jaki mu pozostał.
Drżenie dhar odczuł najpierw w opuszkach palców a potem na skórze głowy. Drobne kamyki tworzące koło zaiskrzyły się by zamienić się w czarne dziury w ciemności. Wokół Xaviera zaczęły tańczyć czarne błyskawice oplatające całe ciało. Oczy wampira w tej ciemności dostrzegły tego, którego przybycie miało się dokonać. Nie było wątpliwości, że to on, choć ciało było zupełnie inne.
- Ug-thanie, dobrze cię widzieć w zdrowiu – chropawy i trochę charkoczący głos postaci w czerni doszedł do uszu Xaviera. Postać siedziała na pagórku otoczona przez step i gwiazdy.
- Ciebie również Panie. Twoje pojawienie się nie mogło zostać niezauważone.
- Wiem. Dlatego potrzebuję jak najszybciej normalnego ciała. Te tutaj ma za dużo ograniczeń.
Xavier popatrzył w czerń i dostrzegł niską posturę, brodę oraz odrastające kudły na głowie. Rozpoznał też twarz krasnoluda, który jeszcze niedawno przechadzał się z towarzyszami w Imperium.
Cień w ukryciu- Za tym ciałem już niedługo ktoś ruszy w pościg, zadbałem o to. Ale nie martw się, czeka na Ciebie już coś odpowiedniego. Moja bliska przyjaciółka, Selena, jest już niedaleko i przywiozła ci przez morze coś wyjątkowego. Będziesz Panie zadowolony – Xavier wiedział, że dla Pana będą to dobre wieści.
- Nie próżnowałeś, Ug-thanie. Nie zawiodłem się na tobie – chropawość z każdym słowem przechodziła w głęboki bas i znikała szorstkość w głosie.
- Jeszcze tylko kilka godzin i przejście będzie gotowe. Selena ściągnie ciebie Panie do siebie i będziesz się mógł rozkoszować nowym ciałem. Ja dotrę za kilka dni. Muszę tu jeszcze załatwić kilka spraw, o których ci powiem, jak spotkamy się osobiście. Możesz mi zaufać.
- Ufam. Jak widzę świat nie zmienił się za bardzo. Czuję w powietrzu zapach wojny i krwi. To się chyba nigdy nie zmieni.
- Nie Panie. Znasz ludzi. Wiesz, jacy są – Xavier podrapał się w kark. Od kilku godzin nie zmieniał pozycji i zaczęły mu sztywnieć mięśnie.
- A jak moje … dzieci?
- Nieznośne jak zawsze. Nimi też nie masz się co przejmować. Są zajęci czymś ważniejszym i nie będą ci przeszkadzać. Ludzie też mają co robić. Zadbałem by ściganie duchów stało się ich priorytetem i by nie przeszkadzali naszej sprawie.
- Czekam w takim razie na twoją przyjaciółkę a my sami spotkamy się za kilka tutejszych dni. Czyń, co musisz, Ug-thanie.
- Igrtach ag aggarta, Panie.
Ciemność rozmyła się a kamienie znów stały się kamieniami. Kolejny etap losów świata został zakończony i zaczynał się nowy. Rozkoszne podniecenie wynikające z nadchodzących zmian wypełniło zesztywniałe mięśnie wampira. Xavier wiedział, że tryby powoli zazębiały się. Ścisnął mocnej wisior z czerwonym pająkiem i spojrzał w niebo. Jego wzrok uleciał niemal tak szybko jak światło i podążył na północ przecinając lasy, rzekę i wzgórza. Wpadł do miasta, przeleciał szybko kilka ulic i zatrzymał się na piętrowym budynku. Przeniknął przez ścianę i skupił się na leżącej w łóżku postaci. Kobiecej postaci ściskającej w rękach pajęczy wisiorek. Na jej pięknej twarzy o południowych rysach gościł uśmiech a oczy patrzyły wprost na niego.

Comments

i tym oto optymistycznym akcentem powiedzieliśmy papa wampirom. Niszcząc jednocześnie równowagę sił w imperium i ściągając nowa wojnę.

Jesteśmy jak ci renegaci chaosu albo i gorzej.
Za 500 zk i kilka magicznych przedmiotów pomogliśmy wampirom. To jest bardzo niegodziwe, dlatego proponuje przyłączyć się do sił chaosu.

 

hmmm co młot ma wspólnego z Nagashem ? ostatnia wizja Rainera ? nierozumiem jak skur.. mogł się uwolnić ???
Swoja drogą Jp ma czym się pochwalić próbował wypędzić Nagasha z ciała Thoreka…. chyba jest jedynym jeszcze żyjącym magiem, który może się tym pochwalić.

 

jeszcze taka uwaga, jeśli wampiry udostepniły tą broń naszej drużynie, to znaczy, że wczesniej czy później trafiła by do ludzi i nie koniecznie by ją zniszczyli w Zigguracie…więc wcześniej czy poźniej on by wrócił, mnie teraz bardziej nurtuje pytanie kim był Nagash? Dark Elfem ? może wróci do swojej starej rezydencji ? chyba, że to on jest przepowiednią tysiąca tronów?

 

jakie 500 zk była mowa o 600 zk ;) i takie moje spostrzeżenie… równowaga na tym świecie dawno temu została pochowana, może zamiast odrazu mutować, to może klękniesz przed Nagashem masz szanse się załapać się na 999 miejsce przy latrynie ;)

 

dziekuję ale lepiej sam sobie klękaj przed Nagashem i całuj go w ten sygnet co go mu von Carstein zabrał :) , ja pozostaję przy szabrowaniu i sklepie.

 

Jaki znowu sygnet??? przestań czytać te zakazane księgi! Mg powinien cie punktować tatuażami heretyku, a tym czasem podłubie Twoje zapyziałe sandały….

 

Nagash miał zestaw artefaktów – zbroję, miecz, koronę oraz pierścień. Dzięki temu pierścieniowi von Carstein się odradzał po każdej porażce. Do czasu aż ktoś mu ten pierścień ponoć ukradł podczas oblężenia Altdorfu i się już nie wskrzesił. To jako kapłan Vereny powinieneś wiedzieć bo to jest historia z tym że nieoficjalna wersja.
Reszta rzeczy – korona, miecz, zbroja – cholera wie gdzie są. Natomiast Nagash jako taki nie został przyjęty przez Morra i wygląda to na jego kolejne przyjście.
W tym przypadku będzie się działo sporo i lepiej do imperium nie wracać.

 

Jeszcze nie dotarł do Erengardu więc dużo może się wydarzyć po drodze, jak myślisz co JP zrobił by po pokonaniu Nagasha ? ;) hmmmm korona powiadasz ? czyżby trafiła na głowę Malékitha ….. uuuuu zrobi się gorąco jeśli spróbuje ją odzyskać, narazie nie ma szans na otwartą konfrontacje w dodatku jego pojawienie się już zostało zauważone… tak z ciekawości jak myślisz ile ma minusów do MG za Krasnoluda ??

 

nie mam czasu na Nagasha, właśnie plądruję pozatym nam właśnie wpierdzieliła banda zielonych dzikusów,

MarcinRauf

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.