Tysiące Tronów

Marienburg, 23 nachexen 2524 od koronacji Sigmara

Wiosna nadeszła znad morza w deszczu i zadziwiająco ładnej pogodzie. Wojna w Imperium skończyła się prawie dwa lata temu, ale powrót do rzeczywistości jest trudny i żmudny. Wielu uchodźców z północnych terenów Middenlandu i Nordlandu nadal nie może wrócić do domów. Wielu z nich postanowiło osiąść tam, gdzie zastała ich zima, gdyż wiedzieli, że nawet jak wrócą to nie czeka na nich nic poza zgliszczami i wspomnieniem bliskich. Marienburg przygarnął ich wszystkich, otulił kocem ulic, wyżywił rybami i opiekował się zbrojnym ramieniem. Nikt nikogo nie wyrzucał, a społeczność imperialna zaczęła dorównywać wielkością dystryktowi elfów na wschodnim brzegu ujścia Reiku. Wraz z wiosną nadeszła nadzieja na zmianę tego stanu rzeczy. Jednak nikt nie przypuszczał, że odbędzie się to w taki sposób.

Pojawiło się dziecko. Skupię się tu na faktach, zostawiając domysły tym, którzy je zbierają i starają się otworzyć prawdę. Faktem jest, że pojawiło się dziecko, które z dnia na dzień zebrało wokół siebie tyle ludzi, że całe Winkelmarkt było bardzo szczelnie wypełnione. Kapłan Sigmara Helmut, dostrzegł w dziecku boską iskrę i rozpoznał przyszłego dziedzica Imperium. Wraz z kapłankami Shally przygotował wszystko do podróży do Altdorfu, by doprowadzić dziedzica Imperium tam, gdzie jego miejsce. Wielu ludzi chciał się przyłączyć, a ponieważ zebrało się ich bardzo dużo, postanowiono z tego uczynić coś na kształt krucjaty, którą nazwano Krucjatą Dziecięcia. Ruszyła ona kilka dni temu z miasta zabierając wielu jego obywateli, uchodźców i ciekawych nowych wydarzeń. Dzielnica opustoszała, normalność wróciła do miasta i wielu ludzi odetchnęło z ulgą. Słuchali tyle o tych tłumach, które odwiedzały dzieciaka, wspominały i jego niesamowitym zachowaniu oraz cieple, które niemal promieniowało z niego. Miał dla każdego uśmiech, dobre słowo i dziecięcą niewinność.

Marienburg jako miasto zapewniło tylko bezpieczeństwo tłumowi, choć i ono było umowne. Nie chce mieszać się w coś, co może wpłynąć źle na relacje z Imperium, a mieszanie się do spraw religijnych czy elekcyjnych było takim mieszaniem się. Potraktowano to jako sprawę wewnętrzną grupki ludzi, w tym przedstawiciela Imperium w osobie kapłana Sigmara. Postanowiono nie mieszać się, bo więcej z tego mogłoby wyniknąć szkód niż zysków. I nie bez ulgi powitano to, że Krucjata wyruszyła do Imperium, gdzie jej miejsce. Sprawę zamknięto i postanowiono skupić się na bardziej ważniejszych sprawach jakimi było szykowanie się do nadchodzącego sezonu połowu tuńczyka i śledzia. O piratach nie wspominając.

Jednak nie wszyscy wrócili do swoich spraw. Dla niektórych sprawa Krucjaty to ciągle problem, choć może nie taki palący jak śledzie. Takim człowiekiem jest właśnie Łowca Czarownic Roderic Wijker. Obecnie ranny w drobnym starciu, nie mógł osobiście uczestniczyć w całym zamieszaniu, ale teraz, gdy wszystko ucichło postanowił dowiedzieć się jak najwięcej o tym, co zaszło. Nie chciał tego rozpowiadać wśród swoich kumotrów więc poprzez swoja przyjaciółkę, postanowił przekazać to komuś, kto nie rzuca się w oczy i kto pozostanie bezstronny. Na rynku w Goudberg pojawiło się ogłoszenie, które przyciągnęło uwagę pięciu ciekawych. Oferowano pracę i dobre zarobki. Czego chcieć więcej w mieście, które żyje z przenoszenia skrzynek w porcie lub z łapania szczurów.
Selene
Piękna Selene, bo tak nazywa się przyjaciółka Wijkera, zaprosiła wszystkich do “Łasicy” gdzie przedstawiła swoje oczekiwania i zaproponowała zapłatę. Oczywiście chodziło o Krucjatę i wszystko to, co się z nią wiązało. Szyk i elegancja nie zrobiły wrażenia na osobach w grupie więc opuściła ją czekając na rezultaty ich działania. Zostawiła po 10 guldenów na wydatki mówiąc, że można ją zastać tutaj wieczorami. Postanowiono zacząć z samego rana w miejscu, gdzie się to zaczęło czyli w Winkelmarkt. Szybko stało się jasne, że tam będzie najlepiej, gdyż ludzie po tej stronie Reiku nie chcieli za bardzo i za wiele wiedzieć o tym, co działo się w mniej zamożnych dzielnicach. Widocznie brzydzili się biedą.

Postanowiono zatrzymać się w “Łezce” – tawernie, gdzie za 1 srebrniaka od łba dostawało się pokój na 5 osób z widokiem na ulicę oraz śniadanie. Nie śmierdziało, nie było mokro od moczu i nie było krzyków. Co prawda jeszcze nie byli tu w nocy, ale póki co było to zachęcające. Ciężki sprzęt zostawiono w pokoju i chłopaki ruszyli na miasto. Po kilku godzinach udało się ustalić fakty oraz kilka domysłów. Do tych ostatnich należało objawienie Wiika na morzu, gdzie złapał w sieć rybę o twarzy kobiety, która przepowiedziała, że gdy ten wróci do domu, to pojawi się dziedzic Sigmara. Samo dziecię, którego imię brzmiało Karl, miało w pojedynkę pokonać 3 lub 10 lub 30 napastników – w zależności od wersji – za pomocą młota. W końcu jak przystało na dziedzica Sigmara musiał to być młot. Zakrwawiony pojawił się na rynku, gdzie tłum otoczył go i podziwiał to, czego dokonał maluch. Kapłan Sigmara i przeorysza Shally zobaczyli go i Helmut ogłosił, że pojawiło się boskie wcielenie Sigmara w ciele dziecka. Na piersiach Karla dumnie prężyło się znamię w kształcie dwugłowej komety, która to miała jakoby zwiastować jego narodzenie. Niektórzy dopatrywali się cudów, że młot był magiczny a sam maluch potrafił leczyć dotykiem i zmieniać życie na lepsze. Faktem jest to, że po tych wydarzeniach, liczba ludzi gotowych poświęcić się za Karla wzrosła lawinowo. Miejsca, gdzie spoczęła jego święta stopa zostały zapełnione tymi, którzy chcieli mieć dla siebie cząstkę jego boskiej mocy. Wyrywano bruk, zbierano rzeczy i włosy. Okoliczny sprzedawca wszystko to jest gotów sprzedać za rozsądną cenę 9 guldenów (za kawałek koszulki z krwią) lub włosy, zęby czy paznokcie.

Uzbrojeni w wiedzę uliczną grupa postanowiła uderzyć tam, gdzie można zdobyć coś konkretniejszego. Próba w Akademii Nawigacji i Magii Morza nie udała się – nie ma nikogo, kto by się tym interesował. Pewnie gdyby to zdarzyło się na statku, to magowie byliby tam pierwsi. A tak, uczeń maga pozwiedzał sobie budynek akademii, zobaczył gdzie jest biblioteka i profesor Melfi od nawigacji klasycznej. Drugim tropem było odwiedzenie strażnika Toma, który zajmował się podobno ciałami napastników. W Zachodniej Wieży Toma się nie udało znaleźć, ale byli tam inni, którzy byli wtedy na patrolu. Ciała nie znaleźli, ile by ich nie było. Trochę krwi i nic więcej. Jeśli coś się wydarzyło, to albo ktoś to wymyślił, albo uprzątnięto ślady. Teraz oczywiście nic się nie da zrobić, bo przeszło tam tyle ludzi, że prędzej znajdzie się kilka worków gówna niż jakiś ślad. Trzecim tropem była wizyta u żony jednego ze strażników, który poszedł w Krucjacie. Zostawił ją i trzy córki bez słowa. Wyszedł rano na patrol i już nie wrócił. Widziano go w pobliżu Karla i jak wychodzi razem z nim kilka dni temu. Ostatnia w tym ciągu spotkań była wizyta w Świątyni Shally.
Gerda Lutzen
Przeorysza Gerda Lutzen opowiedziała wszystko tak, jak było. Od samego początku. Jak podrzucono Karla jako niemowlę pod drzwi świątyni. Jak jaśniała wtedy kometa z dwoma warkoczami. Jak wychowali go, nauczyli wszystkiego i jak wzbudzał we wszystkich uwielbienie i szacunek. Boska iskra drzemała w nim i nikt nie mógł tego odmówić. Lata mijały. Karl wychowuje się razem z innymi dziećmi. Jednak ich docinki, śmianie się ze znamienia, dokuczanie, spowodowało, że trzymano go z dala od innych, w pokoiku na piętrze. Kilka tygodni temu pojawiło się trzech mężczyzn w świątyni i wypytywało o Karla. Przeorysza odprawiła ich nie ujawniając niczego. Bo skąd mogli oni coś wiedzieć o dziecku, które nie pojawia się publicznie od paru lat. I wreszcie tydzień temu było włamanie do świątyni i porwano Karla zabijając broniącą go siostrę Hintze. Siostry wyszły w miasto na poszukiwania, ale bezskutecznie. A nad ranem pojawił się na placu z młotem i zakrwawionym giezłem. Razem z kapłanem Sigmara zabrano go z placu a jego niepodważalną boskość poświęcił sam najwyższy kapłan Sigmara w mieście. Nie było wątpliwości, kto stoi przed nimi. To, co skrywali przez lata, ta cząstka boskości, wreszcie się uwolniła. Ludzie zbierali się spontanicznie by obejrzeć cudowne dziecko i tego, na kim spoczęła boska ręka. Wreszcie zdecydowano w osobie kapłana, że to wymaga udania się do Altdorfu gdzie sam Teogonista powinien się wypowiedzieć i potwierdzić boskość Karla. Tylko tak wszyscy pozbędą się cienia wątpliwości. I przyprowadzą dziedzica Sigmara tam, gdzie jego miejsce. Na tron Imperium.

Obejrzano pokoik Karla, jego zabawki, surowe wnętrze i drzewko w ogrodzie pod którym zwykł siadać i oglądać świat. Usypano już tam z kamieni mały kurhanik by upamiętnić tą chwilę. Wszyscy tu są bardzo oddani i patrzą z radością, jak wykuwa się boskość Karla.
Na odchodnym, gdy siostra Kuhn wcisnęła dla jednego z ludzi karteczkę, która zaprzecza wszelkim słowom, które powiedziała Przeorysza Lutzen. Wynikało z niej, że kłamała o Kurcie i że powinni porozmawiać z prawdziwą przeoryszą, która jest niedaleko przy świątyni Sigmara – o ile jeszcze żyje. Od razu wszyscy ruszyli na miejsce – do Templewijk. Świątynię znaleziono. Co prawda jest opuszczona i w innym miejscu są sacra, ale budynek pozostał. Wraz z nim stalowa klatka oraz zamknięta w niej osoba w łachmanach. Pilnowało jej dwóch strażników, którym łatwo znaleziono zajęcie na czas rozmowy z prawdziwą przeoryszą. Bo to była właśnie ona. Ledwo żyła i jak sama zapewnia, pewnie długo nie pociągnie. Opowiedziała wszystko i chyba jako jedyna póki co mówiła prawdę. Ktoś, kto jest na skraju życia i śmierci nie musi już kłamać. Szczególnie, że wiara w Shally jest w niej głęboka. Z jej opowieści wyłania się zupełnie inny obraz Karla. Nie został podrzucony tylko przyprowadził go łowca czarownic Osric Falkenheim. Uratował dziecko z rajdu na zgromadzenie kultystów na bagnach. Przyprowadził tutaj, bo sam nie miał co z nim zrobić. Dziecko zostało, ale po kilku dniach stało się jasne dla przeoryszy, że coś z nim jest nie tak. Szybko zorientowała się, że malec potrafi wpływać na ludzkie umysły. Powoduje, że staje się ważny dla otoczenia i że spełnią jego życzenia. To oznacza, że chyba jednak ten rajd na kultystów nie był do końca udany. Nakazała (choć z ciężkim sercem) oddać dziecko dla łowców, by sami sprawdzili, kto to jest. Rozkaz nie został spełniony i Gerda, która była zastępczynią, ukryła Karla. Cała świątynia ukrywała ten fakt i starała się, by Karl był zawsze z nimi. Każda z sióstr czuła, że jest to ktoś wyjątkowy i trzeba go chronić. Gdy wybuchło zamieszanie z dzieckiem i zakrwawionym młotem, przybiegła na plac. Zorientowała się, że to ten dzieciak. Ten sam, to samo oddziaływanie. Rozkazała, by Gerda ujawniła prawdę ale było już za późno. Gerda i inne siostry oskarżyły przełożoną o czarostwo i skazano ją doraźnie jako wiedźmę. Skoro cała kongregacja poręczała za to i do tego jeszcze kapłan Sigmara, zatem wina była bezsporna. Nikt nie miał wątpliwości. I tak przeorysza wylądowała w klatce, gdzie pewnie umrze, bo nikt nie jest w stanie jej pomóc. Pozostaje tylko kwestia tego, co będzie dalej.

Jest późne popołudnie – słońce nisko nad horyzontem. To pierwszy dzień sprawdzania Krucjaty. Wystarczył ten jeden dzień by dowiedzieć się rzeczy, które budzą wątpliwość jeśli chodzi o motywy Krucjaty, pochodzenie samego Karla czy cel całego zamieszania.

Comments

MarcinRauf

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.