Tysiące Tronów

Marienburg 2 jahrdrung 2524 od koronacji Sigmara

Ruiny dawno zapomnianej budowli zostały dokładnie spenetrowane. Nie znaleziono niczego więcej poza tym, co już udało się znaleźć przy trupach oraz w ocalałych pomieszczeniach. Sprawdzenie piwniczki pod klapą nie przyniosło niczego nowego poza oczywiście beczkami wypełnionymi czymś co śmierdziało jak zepsute mięso. Wizja spędzenia tutaj kolejnych dni nie uśmiechała się nikomu więc drużyna ruszyła do obozowiska. Potem pozostało tylko spakować się i ruszyć w drogę powrotną do Marienburga. Udało się pozyskać trójząb, 4 buteleczki z czerwonym płynem, kasę w monetach oraz pamiętnik kapłana Stormfelsa.

W ruinach nic więcej poza kolejną falą kultystów nie czekało drużynę, dlatego wszyscy razem z przewodnikiem Jekilem ruszyli w stronę pierwszego noclegu. Pod wieczór udało dopłynąć się do miejsca, które wypadło tak jak poprzednio – przy czymś, w czym mag widział kłębowisko wiatru śmierci. Zapadła decyzja by to sprawdzić (choć nie jednogłośnie). Odłożono wizytę do bladego świtu by mieć szansę zmierzyć się z ewentualnymi ożywieńcami które mogą tam być. I gdy tylko słońce wstało nad bagniskami, drużyna udała się w tamto miejsce. Okazało się, że na polanie stała krypta. Droga do niej wiodła pomiędzy rzędami kamieni, które ułożono tutaj w kształt drogi dojazdowej. Krasnolud skwapliwie porozwalał je wszystkie – za wyraźnym przyzwoleniem grupy, która nie chciała by coś tu emanowało niezdrowym blaskiem (nawet jeśli za dnia to już nie emanowało). Krypta była stara, zbudowana z kamienia i niewątpliwie postawiona ludzkimi rękami. Nie miała żadnych okien, poza jednym, umieszczonym nad wejściem tuż nad napisem “Von Bestering”. Samo zaś wejście to dwuskrzydłowe drzwi bez zamka czy klamki, które to pokryte było skomplikowanymi żłobkowanymi wzorami umieszczonymi na planie koła. Bliższe przyjrzenie się temu wykazało, że pokazane wzory są symbolami niektórych wiatrów magii. Obwiedzenie palcem wzoru na wiatr Shysh otworzyło drzwi. Zatem już nie było wątpliwości, że chodzi tu o panującą wszędzie śmierć.


W środku stały dwa sarkofagi oraz krata oddzielająca nawę główną od schodów prowadzących na dół. Drużyny nie powstrzymało to, że krata podnosiła się przy przesunięciu dźwigni, która była już za kratą. Ponadto była jakoś powiązana z drzwiami bo przy zamknięciu drzwi krata się podnosiła i opadała, gdy się je zamykało. I tak najważniejsze były dwa elementy: schody na dół, oraz sarkofagi na górze. Po przejrzeniu ich zawartości (co nie można nijak nazwać plądrowaniem) znaleziono kilka ciekawych rzeczy z których najwięcej kontrowersji wzbudzał platynowy pierścień o magicznej proweniencji. Szybka refleksja o możliwości klątwy, która spoczywa na tych rzeczach, ostudziła zapał do zrabowania go, choć nie na długo. Pozostało zejście na dół.


Schody ciągnęły się bardzo długo. To świadczyło o tym, że dolna część krypty jest bardzo głęboko pod ziemią i pewnie nawet pod samym bagniskiem. Na dole oczom wszystkich ukazał się nawet pokaźny kompleks komnat i korytarzy. W sali głównej (4) był pentagram oraz w czterech rogach komnaty umieszczone białe słupy z ornamentami liścianymi od których biła zielona poświata magiczna. Wszędzie wokół panoszył się fioletowy wiatr więc obecność zielonego akcentu była trochę dziwna.
Od sali głównej odchodziły cztery korytarze. Jeden to wejściowy korytarz łączący tą część z górnym poziomem krypty (2). Drugi prowadził do czegoś na kształt sali tronowej lub audiencyjnej (3). Obok niej były komnaty sypialne, kuchnia i szafy – wszystko zrobione z sarkofagów lub ich elementów. Nie było tu nikogo – ani ciała, ani ducha, ani nikogo żywego. Trzeci korytarz kończył się w cylindrycznej sali wypełnionej kościami, komponentami i … latającymi duchami (5). Sala wybitnie wskazywała na to, że mieściło się tutaj laboratorium czarnoksięskie (a może nawet nekromantyczne). Obecnie pilnują go latające duchy, które skutecznie zniechęciły wszystkich do wejścia do środka. I wreszcie trzecia odnoga to wejście do katakumb (6). Wszędzie było widać stojące sarkofagi. Jeden narożnik tej komnaty zawalił się i ujawnił przejście. Drużyna szybko skorzystała z możliwości sprawdzenia tego, co jest po drugiej stronie. Okazało się, ze jest tam przejście do tuneli, które różnią się fakturą i wystrojem od tych, które są w grobowcu. Znacznie bardziej delikatne, rzeźbione i wypełnione dziwnymi odczuciami członków grupy. Jak się dość szybko okazało, nie były one bezpodstawne. Nie trzeba było długo czekać na to, co w takich kryptach jest popularne – nieumarli.
Wylali się szeroką rzeką z wyrwy i ruszyli na drużynę. Walka, jaka rozgorzała, była długa i ciężka. Szkielety, bo to one stanowiły trzon sił walczących, zostały wzmocnione przez człowieka w czerni oraz ducha kobiety.
Szkielet
Duch ten krzyczał przeraźliwie wzbudzając strach w sercach wszystkich żywych – późniejsze porównania wskazują na nixę (duch zmarłych kobiet opłakujących poległych w bitwach) Nixa
To powodowało, że część obrońców wykruszyła się i uciekła. Ci, co zostali, musieli odeprzeć zmasowane ataki szkieletów, co skończyło się sporymi stratami. Co prawda nikt nie zginął, ale w dwóch przypadkach było bardzo, bardzo blisko. Zakończyło się tym, że mag padł nieprzytomny na skałę gdy nieudany czar skumulował na nim swoją siłę. Z narażeniem życia krasnolud wyciągnął maga i potem już razem ze wszystkimi wycofali się z podziemi na górę. Przez cały ranek trwały debaty czy wracać czy odpuścić. Zdecydowano jednak zejść i sprawdzić, czy coś się zmieniło na dole. Korytarze opustoszały, nie było śladów szkieletów. Duchy strażnicze w pracowni nadal latały i mag poćwiczył na nich rzucanie magicznych strzałek. Nie zrobiło to na nich specjalnych efektów, a wykorzystanie magii uruchomiło coś, co ostatecznie spowodowało, że cała drużyna wycofała się nie czekając na efekt emanacji dhar.
Powrót do miasta przebiegł bez problemów – znów walka ze zwierzakami o parzącym języku a potem z błotnymi gazami. Jekil dostał za swoje przewodnictwo sowite wynagrodzenie i był więcej niż zadowolony. Oczywiście przekazał odpowiednią ilość egzemplarzy swojego dzieła o bagnach by opowiedzieć ciekawostki o nim dla wszystkich mieszkańców miasta. Wizyta na bagnach była ważna z dwóch powodów – pokazała pochodzenie Karla oraz to, że ktoś jeszcze był zamieszany w to, że Karl zniknął. Cała nadzieja w tym, że może tajemniczy Johann Bear będzie to wiedzieć. Zapiski kultysty w tej sprawie nie były jednoznaczne, ale to jedyny trop, który posiadała drużyna.
Po umyciu się, zjedzeniu i odetchnięciu miejskim powietrzem, chłopaki postanowili spotkać się z pracodawczynią i przekazać to, czego się dowiedzieli. Piękna Selene wysłuchała i oczywiście podkreśliła, że sprawdzenie tropu Beara może coś wnieść do sprawy. Została wypłacona kolejna część zapłaty za dotychczasowe wysiłki i obietnica kolejnych, jeśli pojawi się coś nowego i interesującego więc nie pozostało nic innego jak spotkać się z gościem.
Następnego dnia drużyna zawitała do “Wesołego Żeglarza” w poszukiwaniu Johanna. Złapano kilka tropów, jeden nawet sprawdzono, ale okazało się, że to chłopak zrobił sobie kawał by wyciągnąć kasę. PimDopiero informacja od jednego gościa pozwoliła namierzyć poszukiwanego. I to dosłownie, bo Bear już dawno rozmawiał z Morrem. Jedyne, co można było zrobić, to odebrać jego rzeczy od ludzi, którzy załatwili go. Gang Psiarzy prowadzi swoje kasyno i chętnie przekazuje rzeczy do wykupu w zamian za grę w karty albo kości. Tym razem padło na samego szefa gangu – Pima. Zgodził się wydać rzeczy (a nie było tego wiele) w zamian za wygraną w karty. Gra “Łowy Sigmarytów” trwała kilka rozdań, przegrano trochę srebra, ale udało się dorwać do rzeczy Johanna. Tak naprawdę nie było tam nic cennego poza jedną, potencjalnie wartościową rzeczą – mapą. Wskazywała ona drogę od spalonej piekarni do miejsca oznaczonego “X”.
Mapa Czyżby tam mogło znaleźć się rozwiązanie dotyczące Kurta czy kolejne tropy prowadzące gdzieś dalej? To już zostanie zbadane wkrótce…

Comments

“Po przejrzeniu ich zawartości (co nie można nijak nazwać plądrowaniem)”

to jednak nie było plądrowania czy też było ?

 

Nie było plądrowania :) Zgodnie z definicją plądrowania musiałoby dojść do rabunku połączonego z dewastacją :) Ponieważ nawet płyty ustawiliście tak, jak trzeba, to już ten element wypadł. Nie wzięliście też wszystkich świecidełek więc rabunek też nie był pełny. Stąd owo “nijak nazwać plądrowaniem” się pojawiło, bo na to nie ma nazwy :)

MarcinRauf

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.