Tysiące Tronów

Gootten, Darkwald 23 jahrdrung 2524 od koronacji Sigmara

Ten dzień miał od samego początku bardzo duże znaczenie. Wreszcie wszyscy dotarli do krucjaty i można było się zanurzyć w jej wnętrzu, popatrzeć, posłuchać i poczuć to, co siedzi w jej środku. To też był czas, gdy los może skierować kroki w stronę tych, którzy zarządzają krucjatą i oczywiście w stronę Karla. I na końcu, choć nie jest najmniej ważne, to dzień, kiedy trzeba znaleźć cokolwiek by uratować ojca Johannesa z rąk elfów. To ich zabezpieczenie na czas, gdy bohaterowie będą badać krucjatę i szukać dowody na to, że warto ratować Karla. Elfy oznajmiły, że jego obecność zakłóca porządkiem natury i zrobią wszystko, by ten porządek zachować. Jeśli uda się znaleźć jakikolwiek dowód na to, że dziecko jest normalne, to odejdą. Inaczej będzie musiało zginąć. Na wypadek, gdyby bohaterom przyszło do głowy zdradzenie swoich wymuszonych sojuszników, to zostawał w ich rękach ojciec Johannes oraz jego świta. Trzeba było ruszać chociażby z tego powodu.
Tereny Krucjaty
Dla wszystkich widok krucjaty był zaskoczeniem. Spory teren, który zajęła zbieranina ludzi, pokryty był wozami, namiotami, kocami i leżącymi ciałami tych, którzy ruszyli za dziecięciem. Okrzyki, rozmowy, śpiewy, modlitwy i szepty – to otaczało i atakowało ze wszystkich stron. W nozdrza uderzał smród odchodów, moczu, niemytych ciał, zwierząt i sierści. Pod nogami chlupało błoto, rozmiękła ziemia przyjmowała kolejne kroki z mlaśnięciem a na języku czuć było smak dymu i sadzy z licznych ognisk i palenisk. Nikt nie miał pojęcia, że to tak może wyglądać. Ponad trzysta osób skupionych w jednym miejscu naprawdę robi wrażenie i tworzy własny mikroklimat. Nie zachwycił on Hansa i z oczywistych względów nie czuł się tu najlepiej. Reszta jakoś przyjęła to spokojnie traktując to miejsce jako mniejsze miasteczko, gdzie wozy tworzą ulice a przechodnie to chodzący wszędzie uczestnicy krucjaty.

Nie brak było ludzi, których zachowanie nawet w mieście mogło odbiegać od normalności. Piewcy potęgi Karla przemierzali wydeptane ścieżki w kiedyś białych szatach i śpiewali peanu ku czci dziecka. Inni, z krwawymi symbolami w kształcie litery „T” na piersiach epatowali nagością, bólem i krwawymi znamionami. Jeszcze inni wieszali na sobie za pomocą łańcuchów księgi, których ciężar coraz bardziej przyginał ich do ziemi. Nad tym wszystkim czuwali miejscowi milicjanci, którzy jednak nie zwracali uwagi na nic i na nikogo. Byli jednymi z tych, których niosła krucjata i czuli, że wszystko co się tu dzieje jest w porządku. Zupełnie inaczej zachowywali się prawdziwi zbrojni, którzy dzięki mieczom i halabardom odróżniali się od tłumu i prawdziwie pilnowali porządku. Czarne lub biało czerwone szaty z niebieskimi aplikacjami świadczyły, że są to już regularne wojska albo przynajmniej najemnicy. Od czasu do czasu przejechał tędy rycerz na koniu i w pełnej zbroi. Niebieskie poły płaszczy opinały sylwetkę jeźdźca i konia skrywając zdobione pancerze i tarcze z emblematem gryfa.
Gwar, smród i różnorodność z każdą minutą wtapiały się w tło i po jakimś czasie już tak nie przeszkadzały jak na początku. Dzięki temu dało się dostrzec to, co poprzednio ginęło za ścianą szumu i nowości. Ludzie przechadzali się i załatwiali swoje sprawy, kwitł handel i usługi, ludzie piekli nad ogniskami mięso a rzeźnik ociekał krwią sprzedawanych ochłapów. Zaraz też znalazł się chłopaczek, co wie i zna wszystko a do tego może zrobić wszystko. Odróżniał się kolorem skóry i dość egzotycznym imieniem „Ahmed”. Wszyscy na początku byli zgodni – trzeba znaleźć karczmarza ze „Żniwiarza”. U niego jest kasa dla drużyny i wystarczy ją wziąć. Oczywiście po ówczesnym napisaniu listu i decyzji Seleny, ale tym już nie zaprzątano sobie głowy. Kilka pytań i parę minut później skierowało wszystkich do wozu, który zamienił się w przenośną karczmę, gdzie właściciel „Żniwiarza” dalej parał się wyszynkiem. Cierpliwie wysłuchał opowieści o tym, co stało się z jego zajazdem, po czym uraczył wszystkich kawałkiem mięcha i piwem. Ceny były wygórowane, ale cóż innego zrobić, jeśli nie da się dostać niczego więcej w okolicy? Umówiono się z nim, że wyśle on list przy pomocy sokoła, dzięki czemu dotrze on do Marienburga w dwa dni i pracodawczyni szybko dowie się o tym, co tu zaszło. Pozostało teraz tylko napisać list i gotowe. Jednak zanim list został napisany to jeszcze starano się uzgodnić to, co należy zrobić. Trzeba było się rozejrzeć po okolicy, wybadać wszystko i spotkać się by omówić szczegóły wieczora. Od tego zależało życie Johannesa.
Była jeszcze jedna sprawa, która pozostała z Pfeifeldorfu – znalezienie Kristofa, tamtejszego kapłana Sigmara i przekazanie mu paru słów od żony. Zajął się tym Rainer z krasnoludem. Mag odłączył się od grupy w swoich sprawach a za nim trzymał się Hans by sprawdzić, co też tym razem Namiotodciąga Jeana Paula od grupy. Ten zaś odwiedził kowala a potem udał się wprost do zamkniętego kręgu namiotów by spotkać się ze strażnikami. Hans widział tą rozmowę jak również to, że do niej dołączył jakiś rosły mężczyzna w zbroi. Zabrał on maga do jednego z namiotów, gdzie działo się coś, czego tropiciel nie mógł już śledzić. Po jakimś czasie pokazali się ponownie i mag ruszył do przenośnej karczmy. Tymczasem Rainer znalazł Kristofa, ale ten nie nadawał się już do normalnej rozmowy. Jego umysł był już daleko przy Sigmarze i nic poza nim nie widział. Wykazał całkowitą obojętność wobec przekazanych mu słów. Potem znów pogrążył się w modlitewny stan, w którym zdawał się trwać już od paru dni nie wstając choćby za potrzebą. Rad nie rad kapłan Vereny wrócił do karczmarza i jego wozu. Tam znów wszyscy się spotkali by jeszcze raz omówić kwestię listu i zastanowić się, co dalej. List znów odsunął się na dalszy plan wobec rewelacji maga, który w rozmowie powiedział, że ugadał się z dowódcą straży Karla, że zastawi zasadzkę na elfy i zlikwiduje zagrożenie dla przywódcy krucjaty. Na te słowa Rainer wzburzył się tak, że odszedł od drużyny by w samotności decydować o tym, co dalej, skoro mag już za wszystkich zdecydował. Zbliżało się południe a wraz z nim kolejna modlitwa Karla z wiernymi.
Ludzie zaczęli się schodzić na niewielki placyk. Wszyscy oczekiwali na Karla i jego przemówienia do tłumu. I wreszcie się pojawił. Wraz ze zbrojną asystą oraz resztą rządzących w Krucjacie. Dwóch rycerzy opuściło tarczę, chwyciło jej brzegi i podsunęło pod nogi cudownego dziecka. Ten wszedł na tarczę a silne ramiona uniosły ją w górę tak, by Karl mógł zobaczyć tłum i do niego się odezwać. Rozpoczęła się modlitwa. Hans i Thorek przewidująco ustawili się daleko byleby tylko coś widzieć. Niewiele słyszeli z tego, co mówi Karl, ale dobrze słyszeli wszystkich dookoła, jak mruczą modlitwę i wsłuchują się w słowa dziecka. Rainer nie czekał na to wszystko i ruszył do lasu do elfów zaś mag skrył się po drugiej stronie placu, za wozami, w nadziei, że uda mu się zbadać naturę aury i może poznać tajemnicę samego Karla. Czuł, jak obejmuje go ona swoim zasięgiem i czuł, że mimo to coś jest niekompletne. To jak trzymać w ręku pierścień i cieszyć się jego krzywizną, podczas gdy pod palcami czuć drobne rysy i braki w idealnej powierzchni. Złota poświata płożąca się po ziemi opływała jego nogi a wykrycie magii ujawniło właśnie ten złoty wiatr. Innych źródeł magii nie udało się stwierdzić. Jean Paul nie czuł by zmieniło się jego nastawienie wobec Karla czy cokolwiek innego. Myślał, że jak obejmie go aura to zaraz stanie się bezwolnym i posłusznym manekinem, który będzie wykonywał wszystko to, co rozkaże mu dziecko. Nic takiego się nie stało aż do czasu, jak aura zniknęła i tym samym zakończyła się sama ceremonia. Poczucie niekompletności zniknęło. Ludzie zaczęli się rozchodzić do swoich zajęć a Karl ze świtą ruszyli w stronę swoich namiotów.
Rainer dopadł do lasu, ale na miejscu, gdzie rozstali się z elfami, nie było nikogo. Trochę wydeptanej trawy i nic poza tym. W pobliżu też nie było niczego i nikogo. Elfy wraz z zakładnikiem zniknęli. Jednak to nie zmieniło jego planów i zrobił to, co słuszne. Jeszcze rozejrzał się, po czym ruszył z powrotem w stronę terenów zajętych przez krucjatę. A tam, przez pole, już szła reszta drużyny. Oni również zaskoczyli się tym, że nie ma elfów. Sytuacja zdawała się pogarszać z każdą chwilą. Rainer znów nie został z resztą tylko udał się do namiotów straży i Karla. U strażników poprosił o spotkanie z dowódcą i tak trafił do Lorda Eisenbacha. Sprawa kultystów była najważniejsza i za pomocą tego człowieka postanowił się nią zająć. Po rozmowie wrócił do mobilnego „Żniwiarza” gdzie była już reszta drużyny. Krasnolud obstawił się piwem i czekał do wieczora w nadziei, że wreszcie ktoś te elfy przetrzepie. Reszta oszczędzała się w piciu. Udało się wreszcie napisać list do Seleny, gdzie opisano wszystko to, co zaszło w Pfeifeldorfie oraz dotychczasowe postępy w krucjacie. Wspomniano o elfach i ich planach zabicia Karla zaś o Johannesie nie umieszczano nic. Teraz pozostało tylko poczekać i jeszcze raz prześledzić fakty zanim zapadnie wieczór.
Kilka plotek udało się złapać. A to, że czasami ludzie i zwierzęta chorują, albo że krucjatę odwiedziła grupa łowców czarownic i znaleziono ich następnego dnia zmarłych od jakiejś choroby. Barwną zbiorowość krucjatową uzupełniają Striganie, których koczowniczy tryb życia bardzo pasuje do charakteru krucjaty. Do tego kilka opowieści o tym, że zarówno dowódca wojsk Karla jak i jego osobista ochrona to ludzie, którzy przyjechali do niego by go zatrzymać i nie przepuścić dalej. Po rozmowie z nim zmienili zdanie i teraz razem podróżują w stronę Altdorfu. Jakby poza wszystkim tym wszystkim był tajemniczy ktoś, kto wspierał się na lasce i kto miał najbardziej podejrzany wygląd ze wszystkich. Zasuszony starzec jest kupcem z Marienburga i zajmuje się zaopatrzeniem w tym zbiorowisku. Mówi się, że ma koneksje w samej stolicy i dzięki niemu jeszcze każdy ma co jeść i pić.
Nie czekano na wieczorną modlitwę tylko ruszono do lasu w nadziei, że elfy wrócą. I rzeczywiście były choć nie wszyscy. Kapitan siedział na miejscu starego obozowiska i najwyraźniej czekał na przybycie drużyny. Patrzył spokojnie i bez strachu. Miecz miał wbity w ziemię obok siebie a łuk położony pod prawą ręką. Powiedział, że każdy z nas dokonuje wyborów w życiu i czasami jest tak, że ten jeden, najważniejszy, popełnia się tylko raz. Nie ma co żałować takiej decyzji i on swojej też nie będzie żałować. Patrzył co się dzieje i miał czas na przemyślenia. Wskazał miejsce, gdzie jest ojciec Johannes i reszta jego świty. Zostawił wszystkich w spokoju i pożegnał się godnie. Na odchodnym rzucił „O północy” i zapadł w las. O elfach słuch zaginął.
Johannes wrócił do żywych. W podzięce za uratowanie życia złożył propozycję dla drużyny by pomogła mu w porwaniu Karla dla dobra kościoła Sigmara i całej rzeszy ludzi, dla których ta krucjata jest źródłem wielkiego niepokoju. Plan jest prosty – rankiem wszyscy udadzą się na audiencję do Karla i tam zostanie mu wręczona relikwia. Potem będzie czas na zabranie dzieciaka i oddalenie się od obozu. Relikwia miała to zapewnić. Pozostało zatem poczekać do rana i wcielić słowa w czyn. To było po drodze z tym, co planowała drużyna, która porwanie również miała w planie i to jako jeden z bardzo prawdopodobnych wariantów. Los chciał, że te plany zyskały poważnego sojusznika, który gwarantował sporą szansę ich powodzenia. Pozostało tylko przetrwać noc.
Wieczór na terenie krucjaty to niesamowite przeżycie. Wszędzie pełno ognisk i palących się świec. Słychać muzykę, śpiewy, modlitwy oraz głośne rozmowy. Gdzieś brzmią rogi sygnałowe wojska, gdzieś zakwili stado lelków. Smakowity zapach pieczonego mięsa uderza w nozdrza na spółkę z lekkim zapaszkiem odchodów. Drużyna z Johannesem znalazła dla siebie kawałek czystej ziemi, gdzie można było rozłożyć derki i się przespać. Miano wystawić warty a o północy każdy czekał na to, co się stanie w kwestii elfów. I wtedy z lasu uderzył smród zgnilizny. Był tak Nieumarłypotworny, że aż zatykał. Było to o tyle niepokojące, że pojawiło się niespodziewanie. Wszyscy zaraz wstali zaniepokojeni. Inni wokół też patrzyli z niedowierzaniem na to, co się dzieje i co się czuje. A tymczasem z mroku zaczęły wychylać się kształty humanoidów o nieprzyjaznych zamiarach. Ghoule i zombie ruszyły pełną parą na wszystkich i ze wszystkich stron. Wybuchła walka a inne, bliźniacze do niej potyczki, rozbrzmiały wzdłuż całej linii namiotów i ognisk. Mag od razu pognał w stronę namiotów, gdzie przebywał Karl. Reszta postanowiła walczyć z napastnikami i nie popuścić choćby na chwilę. Rozgorzał krótki bój, w którym świstały bełty, miecze oraz młot. Zombie padali, ale zaraz dochodzili nowi. Robiło się nieciekawie, ale nie ma to jak kapłan Sigmara. Johannes wyciągnął artefakt i użył go zabijając w mgnieniu oka pięciu nieumarłych. Padli rozsypawszy się w proch. Moc relikwii zaiste była wielka. Zaraz wszyscy ruszyli na pozostałych ze zdwojoną siłą. I wtedy stała się straszna rzecz. Rainer widział to ,bo zdążył się obrócić, ale mógł tylko śledzić wzrokiem to, co się stało. Tuż przy kapłanie pojawiła się istota, którą już młody verenowiec widział w krypcie w Pfeifeldorfie, gdy porwała wampira wraz z innymi jej podobnymi. Istota w mgnieniu oka pojawiła się i uderzyła pazurami w głowę inkwizytora odrąbując ją od ciała. Klęczący obok Nils oraz stojący strażnicy padli jak ścięci toporem. Artefakt został przełamany i zgasł jego blask a istota zniknęła w kłębach czarnego dymu. Reszta drużyny walczyła dzielnie i nawet nie zobaczyła tego, co się stało. Dla Rainera było to niesamowite przeżycie, które wbiło go w ziemię na długie sekundy.
NapastnikTymczasem u maga też działy się niesamowite rzeczy. Dobiegł on do namiotów dowództwa i zobaczył, że tam trwa właśnie zażarta walka. Wszyscy walczyli z nieumarłymi i najwyraźniej dawali sobie nieźle radę. Wtedy ktoś krzyknął i niedaleko największego namiotu coś zaczęło się materializować. Płachta namiotu poleciała w górę jak wyrzucona nadludzką siłą a czarny dym zaczął zamieniać się w bestię, która jeszcze niedawno była przy Johannesie. Wszyscy rzucili się na stwora z tym, co każdy miał w rękach. W zniszczonym namiocie siedział Helmut ze swoją gwardią przyboczną i to oni głównie natarli na potwora. Mag cisnął błysk światła, który z nocy zrobił dzień a potem wszystkich na moment oślepił. Walka rozgorzała na nowo, ale po kilku sekundach było po wszystkim. Stwór zamienił się w stado nietoperzy i odleciał do lasu. Karl był bezpieczny. Krucjata przetrwała, ale należało policzyć zabitych i pochować ich. To jedyne co można było dla nich zrobić. Oddali życie za Karla i za Krucjatę.Atak
Ciała zostały zebrane i posortowane. Osobno zebrano nieumarłych napastników a osobno tych, którzy padli w obronie krucjaty. Przygotowano dwa wielkie stosy, które następnie podpalono i ceremonialnie poświęcono. Zajęli się tym kapłani Morra, którzy przyłączyli się do krucjaty. Oczywiście pojawił się również sam Karl i cała jego świta. Dziękował wszystkim za postawę i za to, że dzięki niej udało się zachować jedność zgromadzenia ludzkiego i przekonań, które wszystkich połączyły. Wreszcie słowa skończyły się i został czas na modlitwę, łzy oraz pamięć po tych, którzy odeszli.
Ranek wstał słoneczny i spokojny. Po burzliwej nocy zostały tylko ślady na trawie, plamy krwi oraz zapach dymu i popiołu. Kapłani skończyli już ceremonie pogrzebowe i przygotowali stosowne mogiły. Reszta ludzi wróciła do swoich zajęć i powoli szykowała się do wymarszu bo jasnym stawało się to, że krucjata nie będzie tu obozować wiecznie. Dla Jeana Paula i Rainera ten ranek też miał być ważny, gdyż dostali zaproszenie na przybycie do namiotu Rady krucjaty, gdzie spotkają się z tymi, którzy tworzą krucjatę i pilnują by dotarła na miejsce. Wątpliwości co do tego spotkania były. Nie wiadomo co z mocami dziecka i jak one wpłyną na nich. Może po tym spotkaniu nie będą już tymi samymi ludźmi i przejdą pod kontrolę Karla jako kolejni, którzy się nawrócili. Jednak trzeba było pójść i nikt raczej w to nie wątpił. Wysłano jeszcze sokoła do Seleny, by wiedziała co się dzieje. Hans i Thorek udali się tam w towarzystwie jako ochroniarz i przewodnik, choć raczej nikt nie łudził się, że ktoś w to uwierzy. Nadchodził czas prawdy.
KarlWszyscy przybyli przed wejście na tereny namiotów Karla i doprowadzono ich do jednego z największych, które tu stały. W środku przywitała przybyszy cała rada krucjaty. Na przeciwległej stronie od wejścia siedział Karl. Umościł się na czymś co mogło uchodzić za siedzisko, ale wiercił się i patrzył wokół ciekawie. Po jego stronach zajęli miejsca stojące wszyscy, którzy liczyli się w tym Helmutprzedsięwzięciu. Było ojciec Helmut, duchowy przewodnik dziecka i jego opiekun religijny. Przy nim stał lord Wilhelm Eisenach, który w swoich błękitnych szatach prezentował się godnie i dostojnie. Jego dwóch ludzi stało przy wejściu do namiotu i pilnowało wszystkiego. Nie mogło zabraknąć Kriegera, rosłego mężczyzny w zbroi, który zapewniał bezpieczeństwo dla Karla i wszystkich w obrębie rady krucjaty. I wreszcie był Jan Vanderpeer, Lord Eisenbachktórego kupieckie kontakty i umiejętności żywiły ludzi i pozwalały iść dalej w stronę Altdorfu.
Karl przywitał się z każdym i zaczęła się rozmowa. Jasnym było, że Karl jest dzieckiem i wielu rzeczy może nie rozumieć. Dlatego miał wokół siebie tych, których nazywa „przyjaciół” i którzy dbają by Karl rozumiał i widział wszystko. Często podczas rozmowy wtrącali się i szeptali mu do ucha różne rzeczy, które mogły być dla Karla nowe lub niezrozumiałe. Z racji doświadczenia i Jan Vanderpeerwieku wiele też rozumieli i dziecko, nawet takie cudowne jak Karl, musiało korzystać z ich przykładu. Doszło też do tego, czego się obawiano. Rainer i Hans poddali się wpływom Sigmara wcielonego i udzielali odpowiedzi na wszelkie pytania, które padały z ust Karla a potem już i innych członków Rady. Dzięki temu dowiedziano się o kultystach – zarówno Nurgla jak i Stormfelsa, o tym, że mają jakiś cel w krucjacie i że drużyna jest na ich tropie. Zadeklarowano Kriegerpomoc i obiecano, że uda się wykryć kultystów na tyle wcześnie, by nie zdążyli zatrzymać krucjaty lub zrobić coś złego Karlowi. Tym samym stali się ludźmi z otoczenia dzieciaka i mieli zadanie do wykonania. Przydzielono im żółty namiot, posłania oraz czas na znalezienie wyznawców Chaosu pośród prawych i oddanych wiernych podążających za Karlem od samego Marienburga. Rozpoczęło się polowanie.
Zaczęto od … lorda Eisenbacha. Na spotkaniu rady Jan zasugerował, by zaczęli szukanie na zewnątrz, gdyż tam jest największa szansa, że ktoś się może ukryć. Podejrzenia wobec innych członków Rady są bezzasadne bo wszyscy są oddani Karlowi i udowodniono to już nieraz a podkreślono jeszcze osobistym wyznaniem podczas spotkania. Lord miał jednak swoje zdanie i powiedział o nim już tylko dla Rainera i reszty. Nie ma dowodów, ale Jan mu się nie podoba. Jego postawa może i jest właściwa, ale wygląda na kogoś, kto może coś chować w zanadrzu. Porównanie pisma z listu kultystów i Jana nie dało nic – to były różne charaktery pisma. Zatem może faktycznie kultyści działają na zewnątrz i tam uda się znaleźć jakiś trop. Polecił rozmowę ze swoim sierżantem, który odprawia patrole i zbiera meldunki. Może on lub ktoś z patrolu zobaczył coś niezwykłego lub dziwnego i zgłosił to. Można to wykorzystać i zawsze będzie to jakiś punkt zaczepienia.
Tak też zrobiono. Porozmawiano z sierżantem, ale ten nie zgłosił niczego dziwnego. Zwykłe bójki w okolicy Striganów, pijani w lesie i kilka zdarzeń zakłócania porządku to wszystko, co się działo. Jedyne niepokojące zdarzenie to śmierć łowców, których znaleziono martwych. Jednak choroba, na którą zapadli nie pojawiła się już więcej zatem można powiedzieć, że był to przypadek i raczej się nie powtórzy. Ten trop postanowiono sprawdzić bo tak naprawdę to nie było niczego innego. O tych sprawach musiały coś wiedzieć kapłanki Shally, które przechadzały się po obozowisku, pomagały chorym i zajmowały się dziećmi.
Jedna z nich, zaczepiona niedaleko obozowiska potwierdziła, że to, co mogło spotkać tych łowców to czerwona gorączka. Jest bardzo niebezpieczna, ale na szczęście nie rozprzestrzeniła się. Jej słabsza odmiana – żółta gorączka – już zdarzała się parę razy i choć były to odosobnione przypadki, to jednak zdarzały się dość często. Te doniesienia potwierdził również kapłan Morra, który zajmował się grzebaniem zmarłych. Sam upatruje w tym nie tyle niebezpieczeństwo, co niepokój. Skoro przypadki zdarzają się co jakiś czas to znaczy, że źródło zarazy jest ciągle w pobliżu. Gdyby wygasło po kilku zmarłych to jest mała szansa by znów się na nie natknąć. Chyba że ktoś robi to celowo lub osoby z chorobą są ukrywane bo wiedzą, że będą wydalane z krucjaty. Choroba roznosi się poprzez ślinę, krew lub pot więc o zarażenie jest łatwo ale przy zachowaniu minimum bezpieczeństwa można to opanować. Gorzej jest gdy jest to roznoszone chociażby przez wodę lub jedzenie a na to nie ma się wpływu bo ludzie zaopatrują się w te środki sami i z różnych źródeł. Woda jest dowożona z najbliższych studzien a żarcie zdobywane po drodze i na miejscu przygotowywane. Do tej pory na żółtą gorączkę ginęli najubożsi i najsłabsi. Ich bytowanie było najgorsze z możliwych więc jedli byle co i mogli pić byle co.
Po rozmowach z kapłanami postanowiono spojrzeć na rzeźnika, który miał najtańsze mięso w obozie i największy przerób mięsa. Miał trzy wozy, kilku pomocników i naprawdę sporo miejsca dla siebie Rzeźniki swojego procederu. Ludzie mając jakieś zwierzę chodzili do niego by je zabić, oskórować i wypatroszyć. W zamian zabierał jakiś kawałek mięsa, które potem sprzedawał. Rzeźnik był słusznej postury i miał solidne warunki do tego by jednym ciosem tasaka odrąbać łeb świniakowi. Prosta twarz, troszkę oszpecona liszajem, nie wyrażała wiele. Mag nawet przejrzał go magicznie, ale nic niezwykłego w nim nie dostrzegł. Dla każdego stało się jasne, że znalezienie kultystów będzie dużo trudniejsze niż to sobie wyobrażano.
Południowe słońce przypiekało solidnie ożywiając całą naturę wokół. Muchy wesoło brzęczały ciesząc się z nadmiaru jedzenia wokół, trawa zieleniła się i ratowała każde źdźbło przed stratowaniem a powietrze z lasu mieszało się z powietrzem znad obozowiska tworząc sosnowo-kloaczny aromat. Karawana już zbierała się do ruszenia. Widać było pakowanie, składanie i przypinanie do wozów tego, co tylko się dało. Jutro, skoro tylko szarówka zagości na niebie krucjata ruszy dalej, w stronę Altdorfu. Zostało zatem parę dni by odszukać kultystów i ich unieszkodliwić.

Comments

Dodam jeszcze, bo zabrakło, że kapłanki potwierdziły, że kiedy Karl powrócił do sierocińca po porwaniu, na “znamieniu” w kształcie komety były jeszcze strupy od świeżego, poważnego poparzenia.

 
ehh, naprawdę Panowie nie piszę tego z satysfakcją ale czyż ja nie mówiłem/pisałem kiedyś że sam dołączę do świty Karla a wy będziecie się kręcić po okolicy szukając nurglowców. I dziś widzę że trzeba było się uprzeć i kopnąć kogoś mocno w du… bo cała grupa by na tym dobrze wyszła. Teraz wiedzą prawie wszystko, jutro wezwą Rainera i ten powie im wszystko o Selenie. Wiedzą że my wiemy. Wiedzą że ja kłamię. Dupa blada. Jak to teraz wykorzystać na swój sposób ?

Co do kultystów – jak teraz czuje się Hans i Rainer wiedząc że w 24 godziny możemy zejść na parchy. Nadal tacy happy ? Pisałem – nie ruszać bez poważnych powodów. Teraz mamy zero poszlak, zero dowodów. Zebym chociaż dostać jakiś list żelazy i móc przeszukiwać KAŻDEGO w obozie włączając w to lorda i resztę świty. Tak naprawdę to w taki tylko sposób mamy szansę coś wyszperać zmysłami magicznymi i wiedzą o kultach.

Ponadto – czy wiecie już co zrobicie gdy Selena nie odpisze i nie zapłaci ?
Zostajecie przy świcie ? Bo ja jakoś mam obrzydzenie do tych co się przy nich kręcą i chcą kosztem dziecka zarabiać. JP jest chciwy ale nie tym rodzajem chciwości.

 

ps Marcin – jeśli nie wezmę tego Dark Magic to ile policzysz expa/kasy za znalezienie zwoju z zklęciem “light of purity” . Jakoś nagle zatęskniłem za tym spellem.

 

coz gdybys rozegral to innaczej zapewne nie doszlo by takiej sytuacji ale wyszlo jak wyszlo.

 

tak, teraz jest co jest

To jakie propozycje na znalezienie kultystów.

 

1. Coz pogadac z cyganami, i z biedota, moze odnajdziemy kogos kto znal ofiary – dwiedziec sie
skad zdobywali jedzenie…
2. dobrze by bylo miec na oku Karla – moze dowiedzmy sie kto, to byl ten Siguld wydaje sie byc dziwne z Kalan Sigmara odwoluje sie do niego tak jak Jan…

MarcinRauf

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.