Tysiące Tronów

Altdorf, 28 jahrdrung 2524 od koronacji Sigmara

AltdorfKolejne dwa dni zajęło dotarcie karawany pod mury Altdorfu. Już ostatniego dnia, od samego rana, było widać wieże akademii oraz zamek cesarski. W miarę jak końskie nogi niosły coraz bliżej miasta ukazywało się coraz więcej szczegółów. Potężne, kamienne mury strzegły stolicy Imperium od przeszło dwóch tysięcy lat i jeszcze żadna armia najeźdźcza nie zdołała ich pokonać. Szary kamień doskonale wtapiał się w wiosenny wystój łąk, gdzie dominowała zieleń oraz łaty brązu. Doskonała bryła miejska połykała szeroki Reik jak potwór i wypluwała go na północ, gdzie zmierzał do samego Marienburga. Północna brama zdawała się być tak wielka, że mogłyby tamtędy przejeżdżać ogromne machiny bojowe. O jej ogromie świadczy to, że otwierana była przez skomplikowane i równie potężne kołowroty, których brzmienie oznajmiało całej okolicy, że mury miejskie są zamknięte na noc.

Północna brama wjazdowa
Popołudniowe słońce kładło już swój krwawy blask na przedpola Altdorfu, kiedy to karawana wjechała na nie i rozbiła się ogromnym obozowiskiem przy niewielkim lasanku. Oczekiwanie było słychać w każdym okrzyku, każdej rozmowie i tęsknym wzrokiem patrzącym na oddalone mury stolicy. Zebrała się również Rada by zadecydować, co dalej. Oczywiście miano przystąpić do rozmów już od rana i raczej wątpliwe było by nikt z murów nie dostrzegł nadejścia karawany.
Rankiem poselstwo ruszyło do bram. Tam spotkali się z wysłannikami miejskimi. Drużyna obserwowała to z granicy obozowiska i widziała dokładnie, co się działo. Widziała też jak Helmut wraz z Karlem wracają i nie mają zadowolonych min. Okazało się, że nikt w mieście nie chce słyszeć by wpuszczać karawanę do środka i jeśli ta spróbuje, to spotka stanowczy opór. I choć Karl przekonał niektórych do działania, to jednak nie wystarczyłoby przekonać wszystkich. Udało się za to zaprosić mieszkańców do krucjaty na poczęstunek i pokazanie prawdy o Karlu. Obiecano, że nikt nie będzie przeszkadzać w przychodzeniu i jeśli Aldorfczycy będą chcieli przyjść to mogą to uczynić swobodnie. Rada zastanawiała się jak to ustępstwo przekuć na swoją korzyść.
Tymczasem grupa myślała o przyszłości. Krucjata dotarła na miejsce. Pozostało umieścić Karla w świątyni Sigmara i gotowe. Koniec zlecenia Seleny i czas na wypłatę. Co prawda teraz to się nie liczyło, ale zabezpieczenie przyszłości było nie mniej ważne. Szczególnie, że trzeba pomagać Karlowi.
ObozowiskoWieczorem Helmut zaprosił drużynę do siebie i przedstawił plan, który sprawi, że Karl trafi do świątyni. Trzeba wejść do miasta przebranym w jednych z gości wracających z błoni albo kupców i skierować się prosto do świątyni. Strażnicy nie mogą mieć żadnych pretekstów do zatrzymania takiej grupy, więc nie może być ona za bardzo liczna i nie może obnosić się z bronią. Jan nalegał by to zadanie powierzyć jemu i jego ludziom. On sam zna miasto i będzie wiedzieć, gdzie iść a jego ludzie posiadają odpowiednie wyszkolenie by temu podołać. Helmut nie zgodził się na to i zażądał by poszła z nimi jeszcze grupa na wszelki wypadek. Dla Jean Paula i Rainera powiedział, że nie ufa do końca Janowi i dlatego chce, by to właśnie drużyna poszła. Drużyna nie chciała zostać w tyle z wydarzeniami i chciała też mieć dla siebie wyjście pomocnicze z sytuacji. Dzięki Hansowi skojarzono postać Lorda Frederica, który mógłby pomóc a o którym wspominał karczmarz ze „Żniwiarza”. Dzięki posłańcom udało się ustalić, że ludzie Lorda będą czujni i będą mieć na oku drużynę. Przynajmniej nikt nie powie, że niczego w tej sprawie nie zrobili.
Wymyślono także przebranie dla wszystkich. Jan będzie kupcem zajmującym się przewozem trumien a reszta jako jego ludzie od przenoszenia tychże. Karla ukryto w jednej z nich, podobnie jak broń. Miano teraz tylko poczekać na dogodny moment i ruszyć do miasta.
Gdy tylko zgrzyt kołowrotów świadczył o otworzeniu murów Altdorfu, zaraz ruszyła przez nie rzesza kupców czekająca na to zdarzenie. Z drugiej strony również ruszyły wozy zmierzające na północ oraz karawany do dalekiego Middenheim. Nie brakowało również zwykłych ludzi, którzy kierowali się na błonia by zobaczyć krucjatę, o której jest tyle krzyku. Nie było ich wiele, ale z każdą minutą przybywali nowi. Widać było, że to głównie żebracy i ubodzy zwabieni wizją darmowej wyżerki. Jednak potem dało się zauważyć też kupców, zwykłych obywateli i nawet jakiegoś możnego. To był dobry moment by ruszyć.
Na ulicach AltdorfuWmieszanie się w tłum nie było trudne. Jan powoził wóz a jego ludzie i drużyna szli po bokach patrząc by nie uszkodzić towaru. Powoli wtoczyli się do miasta. Strażnik machnął ręką jak zobaczył ładunek i usłyszał wyjaśnienie Jana. Aldorfski bruk zagrzechotał pod kołami wozu. Smród ulicy, gwar targowiska i przekrzykiwania żebraków pokazało pierwsze oblicze miasta. Potem był tylko bruk, kredowe ściany domów przetykane czarnym deskowaniem oraz kamienne podmurówki domów. Kolory ubiorów i wygląd ludzi uderzał różnorodnością. Po kilku tygodniach z krucjatą, gdzie człowiek odwykł od wyglądu miasta i ludzi, taki powrót musiał wywrzeć wrażenie.
Plac spod bramy został za wozem. Teraz kierowali się w głąb miasta, niemal do jego centrum. Trzeba było minąć wewnętrzny pierścień ulic i przebić się w okolice Konigplatzu. Ruch na ulicy zelżał, choć w oddali było widać już kolejne ruchliwe miejsce. Wystarczyło tylko przejść pod mostem, po którym turkotały powozy. I wtedy zaczęło się. Szok.
Z góry spadło kilka bełtów z kusz. Zaskoczenie było pełne. Nikt nie wiedział, co się dzieje. Może z małą poprawką – drużyna nie wiedziała, co się dzieje. Bo ludzie Jana ruszyli zaraz na nich starając się dołożyć im nieźle. Zakotłowało się, gdy rozpoczęły się walki na pięści. Krasnolud zaraz ruszył na swojego przeciwnika starając się go staranować. Hans szukał skrzyni z bronią, która powinna być zaraz z brzegu a mag szykował już czary. Spadło kilka ciosów, kilku osiłków Jana padło. Wtedy pojawiło się nie wokół kilkudziesięciu ludzi celując z kusz w ludzi przy wozie. Każdy walczył, więc to nagłe pojawienie się nie zostało należycie odebrane. Tym bardziej, że zaczęła zarysowywać się przewaga i szansa na przechwycenie Jana. Rainer ruszył nawet odważną szarżą w jego stronę i dzielnie odepchnął jego pomagierów. Wtedy zabrzmiały dziwne słowa w powietrzu i zapadła ciemność. A po niej świst bełtów z kusz. Ktoś padł, ktoś krzyknął, gdzieś zaczęli krzyczeć ludzie. Krasnolud wdrapał się na wóz widząc co nieco, ale potem dostrzegł tylko podeszwę buta, która ląduje mu na czole i spycha z wozu. Jan uciekał trzymając pod pachą trumienkę z Karlem. A strzały z kuszy co i raz świstały wokół głowy. Przeciwnicy wyparowali, ale nie wiadomo, czy uciekli czy zostali trafieni strzałami z kuszy. Wiadome było, że Jana nie uda się powstrzymać i ucieknie z Karlem. Zasadzka
Każdy poczuł ukłucie w momencie jak trafił go strzał z kuszy. Dziwne odrętwienie od razu zaczęło pełznąć po kończynie i docierało do szyi zaciskając swą lodowatą obręcz. Ciemność się rozwiewała i odsłoniła leżących pokotem ludzi oraz przerażone twarze przechodniów i sklepikarzy będących parędziesiąt metrów stąd. Nikt nie kwapił się tu ruszać i pewnie czekano na straż miejską. Bolesny nacisk na szyję nie ustępował. Jak przez mgłę widać było jak pojawiają się jakieś postacie i coś robią przy każdym z członków drużyny. Cokolwiek to było działało, bo ucisk zelżał i można było się ruszać przynajmniej troszkę. Ludzi Jana czekało poderżnięcie gardła i bruk zabarwił się na czerwono.
- Szybko, już nas tu nie powinno być – powiedział jeden z oswobodzicieli. Nieopodal zajechał wóz i sprawnie wrzucono na niego członków drużyny, którzy ledwo powłóczyli nogami. Strzelił bat i szarpnęło na wozie. Turkot kół zlał się ze stukotem kości obijających się o deski wozu. Przykryci plandeką nie widzieli, dokąd jadą i każdy miał nadzieję, że będzie to Lord Frederic.

Comments

MarcinRauf

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.